Mój blog ma trzy miesiące, tylko trzy, a może aż trzy.

Podejmując decyzję o pisaniu, tak do końca nie wiedziałam, czy mi coś z tej pisaniny wyjdzie.
A wszystko zaczęło się tak …
W maju, moja sąsiadka podczas wspólnego picia popołudniowej kawy zupełnie przypadkowo powiedziała: – "Wiesz połaziłam sobie wczoraj po Internecie i ile ciekawych rzeczy tam znalazłam. Baby (sorry dziewczyny, ale Ona tak powiedziała) mają pozakładane strony i piszą o tym co robią, podają przepisy, wymieniają się doświadczeniami, nawiązują znajomości. Ty także mogłabyś taką stronę założyć i pisać o swoich zainteresowaniach, prezentować to, co robisz. Masz przecież o czym pisać i co pokazać".
Może i mam, ale jak to zrobić?
Szybciutko wróciłam do domu, otworzyłam Internet i zaczęłam przeglądać strony, które się pojawiły na hasło "robótki ręczne". Obejrzałam kilkanaście blogów i wybrałam te, które mnie szczególnie zainteresowały. One były dla mnie inspiracją.
Pomyślałam – spróbuję, a może i mnie się uda. Wymyśliłam loggin i nazwę, ściągnęłam pierwszy szablon (były to motylki) i określiłam mottem charakter bloga. W tym momencie się zacięłam, gdyż napotkałam na trudności techniczne nie do pokanania przez takiego laika komputerowego jak ja. I kiedy zaczęłam się kręcić wokół "własnego ogona" z pomocą przyszła Splocik. To Splocik sprawiła, że mój blog zaczął nabierać kolorów i kształtów.
Kiedy po kilku dniach wytężonej pracy moja "opiekunka" stwierdziła, że blog jest na tyle dopracowany, że może iść w świat, dokonałam pierwszego wpisu. Potem były następne, i następne … i chyba będzie jeszcze kilka następnych, gdyż świetnie się czuję wśród Was drogie blogowe koleżanki.
Tobie Splociku – w podziękowaniu za szablon, fachową pomoc, wsparcie w chwilach zwątpienia i anielską cierpliwość – dedykuję obrazek, od którego zaczęła się moja przygoda z haftem gobelinowym.