Dzierganie szaliczka postępuje. Właśnie ukończyłam II sekcję i na drucie mam 107 oczek.
Rożek clapotisa w promieniach październikowego słońca
Robótkę wykonuję zgodnie z instrukcją. Nie daję się ponieść fantazji, żeby czegoś nie poplątać. Ten rodzaj ściegu wykonuję po raz pierwszy i wprowadzenie własnej twórczości w takiej sytuacji może uczynić więcej złego niż dobrego.
Cierpliwie liczę oczka i rządki, narzucam i dobieram – wszystko zgodnie ze schematem opracowanym przez Elę (dziękuję Ci Elu).
Kiedy tak siedzę i "dziobię" te oczka zastanawiam się nad znaczeniem słowa "clapotis". Nie mogę oprzeć się myśli, że nazwa ta ma chyba coś wspólnego ze spadaniem oczek. Ot tak – po prostu – oczko klap, klap i szliczek będzie gotowy.
W przerwie między sekcjami clapotis’a wyszłam do ogrodu. Oczom moim ukazał się taki oto widok – po raz drugi w tym roku rozkwitły miniaturowe różyczki.
Różyczki miniaturki – jesienne kwiatki w moim ogródku
Oprócz różyczek, zakwitły również chabry i zaczęły owocować truskawki. Cuda jakieś, czy coś?