Włóczkowy zawrót głowy

Często tak się zdarza, że wpadam do sklepu po ustalone wcześniej zakupy, a kupuję zupełnie coś innego.

Tak też było wczoraj. Wybrałam się do sklepu po …., a kupiłam TO! 

Jakżesz mogłam sobie odmówić przyjemności skorzystania z absolutnej okazji. Za 11 moteczków i kłębuszków zapłaciłam tylko 22 zł. (słownie: dwadzieścia dwa złote), czyli po 2 zł. za sztukę, bez względu na rodzaj i wagę.

Zaszalałam więc i wykupiłam wszytkie włóczki, ktore mi się podobały. Sprzedawczyni nie chciała zdradzić skąd ma tę przędzę; biorąc pod uwagę ilości domyślam się, że to jakieś końcówki serii.

Wśród włóczek jest:

  • czarny moher z akryklem – 3 x 50 g x 155 m; 
  • lila moher z wełną i akrylem – 2 x 50 g x 80 m;
  • biała bawełna z wiskozą (chyba) – 6 kłębuszków.

Najwięcej mam włóczki w kolorze przybrudzonej bieli z wplecioną srebrną niteczką. 

Z włóczki tej mam zamiar zrobić sobie wizytową bluzeczkę. Jeszcze nie mam pomysłu jaki będzie jej fason i wzór, ale niebawem pewnie coś wykombinuję.

Moherek lila wykorzystam do zrobienia szaliczka boa.

Dzisiaj wypatrzyłam i kupiłam jeden (jedyny i ostatni) motek ciemno fioletowego moherku. Mój boa będzie dwukolorowy. Myślę, że z 150 g nici wyjdą mi dwa szaliczki.

Nie mam natomiast pomysłu na wykorzystanie czarnej włóczki. Jest tego 150 g i 465 m i na teraz nie wiem co z tym zrobić. Dodam tylko, że ten czarny kolor nie jest tak do końca czarny. Włóczka zawiera delikatne połyskujące na zielono i bordowo niteczki. Sprawia to wrażenie jakby została posypana brokatem.

Kilka tygodni temu, w tym samym sklepie, również po 2 zł. za kłębuszek nabyłam śliczną włóczkę wiskozowo-bawełnianą w kolorze ecri.

Z tej włóczki właścicielka sklepu ma zrobioną chustę ściegiem francuskim na drutach nr 4, czyli dość luźno. Muszę przyznać, że robótka wygląda efektowanie.

Ja włóczkę wykorzystam do zrobienia sweterka. Mam już wybrany wzór (dwa rodzaje ściegu ażurowego) i fason. 

Mąż moje zakupowe poczynania podsumował w trzech słowach: "Zaszalałaś M…., zaszalałaś".

No coż, może i zaszalałam, ale przynajmniej w najbliższym czasie żadna nuda mi nie grozi.

Te dwie truskaweczki, które znalazłam w ogródku 1 listopada bez żalu oddałam mężowi za to, że jest zawsze bardzo wyważony w ocenie sytuacji.

 

Dodaj komentarz