Kilkunastodniowy lipcowy urlop spędziłam na naszych przepięknych Mazurach.

To tutaj, otoczona zielenią mazurskich lasów i łąk, wśród błękitu mazurskich jezior i rzek, naprawdę wypoczęłam i naładowałam się pozytywną energią.

Wypoczywałam nad jeziorem Jagodne wygrzewając się w słoneczku i słuchając szumu trzcin.
Podziwiałam malownicze mazurskie wioski …
… i urocze miasteczka.

Pływałam kajakiem po najpiękniejszej rzece Mazur – Krutynii …
… i ślizgałam się po wodach największego polskiego jeziora Śniadrwy.

Zachwycałam się pięknem nieskażonej (jeszcze) cywilizacją natury …

Odwiedziłam magiczne miejsce nad jeziorem Bełdany – Galindię.

Kolebki pradawnych mieszkańców Krainy Tysiaca Jezior – strzegą …
… dostojni wojowie
… i ponętne rusałki.
Łodzi Galindów …
… i wpływających do galindyjskiego portu jachtów …
… pilnuje groźny strażnik.
Biesiadowałam z rycerzami …

… na zamku w Ryniu

… i bawiłam się z kowbojami na Pikniku Country w Mrągowie.
Chwile wyciszenia znalazłam w Świętej Lipce.

Tutaj przy dźwiękach muzyki organowej …

… mogłam dokonać pewnych przemyśleń i przewartościowań w życiu.
Pełne nostalgii mazurskie wieczory
spędzałam w towarzystwie przesympatycznych współwczasowiczów z Wrocławia, Kętrzyna, Gdańska, Warszawy i Poznania popijając „zieloną herbatkę” …

… i spożywając – wcześniej złowione przez Mężusia i upieczone na ogniu – rybki.
Mazury pożegnałam słowami K.I. Gałczyńskiego z nadzieją powrotu za rok:
„Jutro popłyniemy daleko,
jeszcze dalej niż te obłoki,
pokłonimy się nowym brzegom,
odkryjemy nowe zatoki.
Nowe ryby
znajdziemy w jeziorach,
Nowe gwiazdy
złowimy w niebie,
popłyniemy daleko, daleko,
jak najdalej, najdalej
przed siebie
Starym borom, damy nowe imię,
nowe ptaki znajdziemy i wody,
posłuchamy, jak bije olbrzymie,
zielone serce przyrody.”