Wczoraj chyba troszeczkę przesadziłam z „miksturkami” na imieninowej imprezce u Tereski i dzisiaj od samego rana głowa … sami zresztą zapewne wiecie jak to jest:))
Mąż widząc moją dziwaczną minę zaproponował wypadad na grzybki.
W lesie grzybków sporo – jakiś nowy wysyp się chyba pojawił.

Grzybek tu …

… grzybek tam, w efekcie tych grzybków się troszeczkę uzbierało.

Nasze łupy zostaną jutro spożytkowane jako dodatek do obiadu. Już na samą myśl o grzybkach w śmietanie wszystkim ślinka po brodzie cieknie.