Tego wpisu miało nigdy nie być – ale jest …

O ochronie praw autorskich w sieci rzecz będzie …

Na blogu Edy znalazłam dzisiaj wspaniale opracowany i zilustrowany "kursik" uszycia poduszeczki. Wiem ile czasu Edycie zajęło przygotowanie tego opisu (ostatnio coś podobnego sama zrobiłam). Dziewczyna poświęciła swój cenny czas po to, żeby podzielić się z inni posiadaną wiedzą i doświadczeniem, a co najistotniejsze: swoje autorskie opracowanie udostępniła nam – osobom odwiedzającym jej blog – do wykorzystania. Eda jesteś WIELKA.

Dziękuję Ci Edytko za możliwość skorzystania z Twojej mozolnej pracy. Niewiele wysiłku już mnie kosztowało (a chyba właśnie o to chodzi), żeby wydrukować sobie wspaniałą instrukcję (tekst i zdjęcia przekopiowałam do Worda, kliknęłam drukuj i poszło). Teraz tę instrukcję będę mogła w odpowiednim czasie i dogodny dla siebie sposób wykorzystać. Proste? – ano proste!!! Możliwe? – ano możliwe!!!

Ale nie dla tych, którzy w jakiś chory sposób prawa autorskie pojmują i swoje blogi przed kopiowaniem tekstu chronią.

Decydując się na prowadzenie blogu miałam pełną swiadomość tego, że będą tutaj zaglądać osoby w różnym celu i z różnymi intencjami. Jedni po to, żeby poczytać, drudzy po to, żeby obejrzeć, a jeszcze inni, żeby poczytać, obejrzeć i z moich doświadczeń skorzytać. Jedni o opis lub przepis poproszą, a inni po prostu – bez mojej wiedzy – tekst przekopiują. 

Szanuję wszystkich moich gości i to z szacunku dla nich nigdy nie pomyślałam, żeby moje wpisy "zakazem kopiowania" ochranić. Moim zdaniem, to co piszę i pokazuję publicznym się staje w momencie kliknięcia "PUBLIKUJ" w edycji blogu. Jeżeli chcę coś zachować dla siebie, to po prostu dla siebie zachowuję i na blogu nie umieszczam. To przecież ja decyduję o czym piszę i co piszę.

Moje blogowe wpisy nie są po to, żeby wszem i wobec obwieszczać czego to ja nie potrafię i jaka zdolna jestem, ale po to, żeby czytelnicy blogu mogli z moich doświadczeń skorzystać. Ogromną radość sprawia mi dzielenie się z innymi wzorami, opisami, czy przepisami. Blog piszę ja, a z tego co napisałam korzytają inni – tak uważam i tego się trzymam, i trzymać się będę.    

Dla mnie człowiek z założenia jest ucziwy. Tak postrzegam innych i chcę, żeby i mnie tak postrzegano. Może dlatego nie rozumiem osób, które już na "dzień dobry" traktują mnie jak łobuza, który na blog wszedł po to, żeby złodziejstwo uprawiać. Słowa "ZAKAZ KOPIOWANIA" dla mnie są równoważne słowom "MAM CIĘ ZŁODZIEJU".

Pytam zatem:

To po co u licha, na swoim blogu te wzory, opisy i przepisy umieszczacie? Chcecie zachować  je dla siebie, to trzymajcie w segregatorze (czy czymś tam innym) na szafie, pod szafą, czy w szafie, a najlepiej w sejfie.

Niejedna osoba powie: prawa autorskie w ten sposób chronimy.

A niby jaka to ochrona, skoro wiele osób taką ochronę złamać potrafi. Ja pewnie także bym potrafiła, ale nie o to przecież chodzi, żeby pokrętnie zdobywać to co się chce mieć.

I żeby jasnym było – wiem co to prawa autorskie, gdyż sama sporo opracowań autorskich poczyniłam, ale oznaczanie wpisów na blogach – poradnikach w publicznym miejscu, do których internet niezaprzeczalnie zaliczyć można, treścią "autor nie zgadza się na kopiowanie" lub "zakaz kopiowania" jest dla mnie co najmniej niezrozumiałe. To jakaś obsesja nie znajdująca logicznego wytłumaczenia. Może dlatego blogi, które do tej pory do moich ulubionych zaliczałam, od jakiegoś czasu z daleka omijam. 

O wielkości człowieka:

"Patrzeć bez zawiści, jak inni osiągają sukcesy do których samemu się dąży, to wielkość"

– Marie von Ebner-Eschenbach

P.S. Gifiki nie są mojego autorstwa; wygrzebałam je w sieci. Czy przez to, że na moim blogu je zamieściłam złodziejem się stałam? 

Dodaj komentarz