Jakiś czas temu Makneta na swoim blogu zaproponowała wyminę ATC. Nigdy w życiu w takiej wymianie nie brałam udziału, nie miałam również zielonego pojęcia, o co w tym ATC chodzi, ale … w myśl zasady „nie święci garnki lepią” zapisałam się.
A oto jak moje ATC powstawały.
1. Wybrałam temat „Czar orientu” i w myślach opracowałam projekty trzech karteczek.
2. Chciałam podejść do zabawy profesjonalnie więc w jednym z internetowych sklepików zamówiłam potrzebne do sprapów materiały. Nie spodziewałam się jednak, że z tym zamówieniem, to osobna historia powstanie. Otóż zamównie złożyłam 30 kwietnia, opłaciłam 5 maja i czekałam, czekałam, czekałam … aż po wielu moinitach się doczekałam; w dniu 22 maja odebrałam z poczty przesyłkę; materiały owszem śliczne, pięknie zapakowane, ale … pierwotny pomysł na realizację tematu zupełnie mi wyleciał z głowy.
3. W międzyczasie, kiedy wiedziałam, że termin nadsyłania prac (18 maja) prawie mija, a ja zamówionych materiałów nie mam, napisałam do Maknety, że chyba się z zabawy wycofam. Makneta w odpowiedzi napisała, że poczeka. Nie zostało mi więc nic innego jak karteczki wykonać.
3. Zaczęłam ponownie zastanawiać się nad tematem i oto co mi wyszło:

Moje karteczki, to typowa amatorszczyzna; zrobiłam je z tego co akurat miałam pod ręką. Wykorzystałam kolorowy karton, wycinanki i cieniutką bibułkę.
4. Tył karteczek opatrzyłam wymaganą w ATC metryczką.

5. Następnie karteczki zapakowałam i na adres Maknety wysłałam.