Kiedy u Dagny zobaczyłam pierwszy, a potem kolejne wydziergane przez nią szale z serii „Haapsalu sall” postanowiłam, że i ja muszę sobie taki szal w estońskim stylu zafundować.
Jednak długo nie mogłam pokonać wewnętrznego oporu przed rozpoczynaniem robótki z cieniutkiej włóczki. Ostatecznie chęć otulenia się – delikatnym jak mgiełka – szaliczkiem zwyciężyła i właśnie rozpoczęłam swój pierwszy estoński szal.
Wybrałam dość prosty wzorek.

Szal robię z włóczki „Angel” (25g=275m), kolor „volette”, druty Addi z żyłką nr 3,5.

Póki co dzierganie mnie nie nuży i szala powolutku przybywa. Nie wyznaczyłam sobie robótkowej normy, co oznacza, że kiedy „toto” zrobię, to wtedy będzie:))
******************************
Przy okazji dziergania szala przypomniało mi się, że już kiedyś takie „mgiełki” robiłam – były to serwetki. Sporo takich serwetk wykonałam, szkopuł w tym, że serwetki robione na drutach w którymś momencie przestały mi się podobać, przestałam je robić, a te które już zrobiłam rozdałam rodzinie i znajomym.

Sobie, na pamiątkę druciano-serwetkowego epizodu w moim życiu, zostawiłam tylko jedną serwetkę – jest to maleństwo (średnica 18 cm) wykonane z nici, których normalny człowiek raczej używa do zszywania na maszynie bardzo delikatnych tkanin.