Za dzierganie się wzięłam…

Z potrzeby chwili – bo zimno, z potrzeby zmiany – bo ostatnio same skrzynki oklejam …

… za dzierganie się zabrałam.

Pierwsze kroki skierowałam w stronę tego co zaczęte i nie skończone …

„Coś” do noszenia z Baśki w kolorze zgaszonego (brudnego) różu.

Sweterek z Baśki

Piszę „coś”, bo miał to być sweterek z długimi rękawami, a wyszło, co wyszło.

Już nie pamiętam kiedy rozpoczęłam tę robótkę, miałam wydziergany przód, tył, rękaw i 1/3 drugiego. Po wyjęciu elementów z koszyka pod nazwą „na potem” stwierdziłam, że nie wystarczy mi włóczki na dokończenie rękawa.

Przez moment zastanawiałam się, po co zaczynałam ten sweter skoro nie miałam włóczki?

Przeszukałam zasoby włóczkowe (a jest tego, oj jest) i nie znalazłam ani grama niteczek. Przeszukałam również sklepy internetowe; owszem znalazłam Baśkę, tyle tylko, że była w kolorach, które ni jak nie przypominały brudnego różu.

Szkoda mi było odłożyć ponownie robotkę do kosza, postanowiłam coś z tym zrobić; sprułam rękawy, a z „odzysku” zrobiłam golf i wykończyłam pachy.

******************************************

Wczoraj z szafy wyciągnęłam kolejną niedokończoną robótkę. Tym razem sweterek wymaga jedynie zszycia i wykończenia pod szyją. Pod robótką znalazłam … calutki, nietknięty 100 gramowy moteczek brudnoróżowej Baśki!!!

Możecie sobie wyobrazić jakimi słowami Baśkę powitałam …

Dodaj komentarz