Ostatni z trzech obrazków, o których TUTAJ pisałam dość dawno skończyłam, ale jakoś do szklarza nie po drodze mi było, aż do dnia kiedy to mocne postanowienie definitywnego zakończenia tryptykowej sprawy podjęłam.
Kanwy z haftem odświeżyłam (z prania zrezygnowałam, gdyż podmalowane tło mogłoby nieźle jasne muliny podkolorować), wyprasowałam, zrolowałam, do torby włożyłam i fachowca od oprawy obrazów w pobliskim mieście odwiedziłam.
A oto ostateczny już efekt pracy mojej i fachowca.
Obrazki powiesiłam w sypialni.
Czy tylko mi się wydaje, czy jest tak rzeczywiscie, że bukietowe obrazki są zachwycające?
Za odwiedziny i miłe słowa ślicznie dziękuję.
Serdecznie pozdrawiam … nadal wakacyjnie.
