Kilka tygodni przed Świętami wielkanocnymi w jednym z marketów kupiłam doniczkę z malutkim, ledwo co z cebuli wystającym pączkiem amarylisa. Kwiatek na parapecie okna w kuchni postawiłam i obserwować zaczęłam. Długo nic się nie działo, tzn. cebula sobie w ziemi siedziała i chyba, podobnie jak ja jej tak i ona mnie się przyglądała, gdyż o zachęceniu pączka do rozwijania się zapomniała.
Aż tu nagle przed Świętami – dosłownie z dnia na dzień – łodyżka stawała się coraz dłuższa, a zielony do tej pory pączek wiosennych rumieńców nabrał i rozchylać się zaczął.
W pierwszy dzień Świąt z dużego pączka sześć mniejszych wychylać się zaczęło.
W poświąteczny wtorek (3 kwietnia raniutko) kwiatuszek wyglądał tak:
Następnego dnia (4 kwietnia) malutkie do tej pory pączusie powiększać się zaczęły.
W czwartek (5 kwietnia) rano z malutkich pączków kwiaty się rozwinęły.
Tego samego dnia po południu amarylis wyglądał tak:
Kolejny dzień i kolejne kwiatki – w piątek (6 kwietnia) na łodyżce były już cztery kwiaty.
Sobota (7 kwietnia) – rano na roślince były już cztery dobrze rozwinięte kwiatuszki
Niedziela (8 kwietnia) – kwiatuszki w promykach wiosennego słoneczka
Wpis dedykuję wszystkim miłośnikom tych pięknych kwiatów.
Dużo informacji o hodowli i pielęgnacji amarylisów znajduje się TUTAJ
Za odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Pozdrawiam wiosennie