Koniec kwietnia i początek maja – udało mi się „zorganizować” dziewięć dni wolnego (soboty i niedziele wliczając) i żeby chaos w te wolne dni się nie wdarł stosowne plany poczyniłam.
A w planach tych między innymi było:
– biesiadowanie ze znajomymi przy grillu (nawet gitara nastrojona została),
– dwa wyjazdy poza miejsce zamieszkania – jeden na Kaszuby, żeby wśród kamiennych kręgów energią z kosmosu się wzmocnić, drugi – na Czarne Wesele do Kluk, coby troszeczkę kultury folklorystycznej łyknąć.
Miał być również relaks na świeżym powietrzu, czytanie książki i haft.
Niestety jak to bardzo często z planami bywa, większa część nawet realizować się nie zaczęła.
Brak odpowiedniej pogody spowodował, że biesiadowania przy grillu nie było, a spotkanie ze znajomymi odbyło się na tarasie, gdzie jednego dnia piliśmy poranną kawę, a innego zajadaliśmy żurek, który ugotowałam na prawdziwym swojskim zakwasie.
Z wyjazdów tylko jeden udało się zrealizować; 2 maja przed południem na Czarne Wesele do Kluk się udałam. Na Czarnym Weselu fajnie było, razem z zespołami ludowymi potańczyłam i pośpiewałam, a kiedy głód poczułam, to miseczką grochówki wojskowej się posiliłam i litewskim kwasem chlebowym popiłam.
Następnie po strawę duchową się udałam i stanowiska z rękodziełem wszelakim odwiedzać zaczęłam.
Wśród rękodzielniczych eksponatów uwagę moją zwróciły:
– niesamowicie oryginalna, wspaniała biżuteria z bursztynu osadzonego w wypłukanym przez fale morskie drewnie (nie mam zdjęć – prawa autorskie, a żadnej biżutki nie zakupiłam, gdyż nie pozwolił mi na to mój budżet przeznaczony na tę imprezę),
– cudnej urody ręcznie formowana, malowana i wypalana ceramika artystyczna (na pamiątkę zakupiłam zielonooką ceramiczną kurkę),
– perfekcyjna w każdym detalu frywolitkowa biżuteria i inne ozdoby czółenkami poczynione przez Mistrzynię koronki frywolitkowej (TUTAJ można obejrzeć prace Joanny) (na pamiątkę zakupiłam kwiatuszek z koralikowym środkiem).
Moją cudną ceramiczną kurkę wystroiłam w równie cudną frywolitkową broszkę.
Przez przypadek na stoisko z antykami trafiłam i taką oto porcelanową „perełkę” nabyłam:
Do tego momentu mój majowy weekend przebiegał w miarę zgodnie z założeniem.
Plany sypać się zaczęły po powrocie z Kluk. Pod wieczór poczułam się źle, jakieś dreszcze, zawroty i ból głowy, drapanie w gardle. Nie miałam wyjścia, musiałam tę infekcję wygonić z siebie, dlatego kolejne dni: 3, 4, 5 i 6 maja pod kołderką w łóżku spędziłam.
A miało być tak pięknie, a miał to być ciekawie spędzony czas …
W podziękowaniu za Wasze odwiedziny i komentarze bukiecik konwalii z mojego ogródka przygotowałam.
Pozdrawiam serdecznie