Portret Julki raz jeszcze

Kombinowałam, kombinowałam, aż wreszcie się udało!

Za namową Splocika, wykorzystując rady Małgosi zawarte na jej blogu wygotowałam moją wyszywankę. Decydując się na ten radykalny krok nie miałam nic do stracenia, jedynie mogłam coś zyskać. Eksperyment się udał – wygląd portrecika znacznie się poprawił!

Portrecik Julki po "wrzątkowej renowacji"

W wyniku gotowania kanwa lekko się wstąpiła, krzyżyczki przybliżyły się do siebie, portrecik nabrał barw. Nareszczie mogę odetchnąć z ulgą i oddać obrazek do oprawy.

 Wnioski z doświadczenia haftowania portretów muliną:

  1. Do haftu nie należy używać kanwy gobelinowej z dużymi oczkami.
  2. Haft będzie dobrze wygladał na kanwie typu aida z 54 oczkami na 10 cm. Do wyszywania należałoby użyć muliny DMC (lub Anchor); Ariadna ma zbyt ubogą paletę barw.
  3. Krzyżyczki najlepiej wykonywać dwoma nitkami muliny. Żmudna to praca, ale efekt będzie naprawdę doskonały. Uzyska się w ten sposób prawidłowe cienie twarzy i harmonijne łączenie się kolorów na całości obrazu.
  4. Dla poprawienia jakości robótki warto ją poddać – zaraz po ukończeniu -zabiegowi gotowania. Po wygotowaniu kanwa i haft wyrównają się,  nici odzyskają swój kolor, a wszelkie zabrudzenia znikną bez śladu. 

Dzięki dziewczyny za wskazanie sposobu naprawienia mojej "fuszerki"

Haft kaszubski we wspomnieniach

Kiedy weźmie mnie ochota na robienie porządków w szafie, zazwyczaj zaczynam od półki z moimi obrusami, bieżnikami i serwetkami. Niektóre moje „skarby” tylko oglądam i odkładam, a niektóre biorę w ręce, siadam i wspominam. 

 

 

Maleńki lniany obrusik z motywami haftu kaszubskiego

Obrusik ten przykrywał kiedyś mój maleńki stolik w panieńskim pokoju; dzisiaj nie ma już stolika i panieńskiego pokoju, a jedynie obrusik pozostał i leży sobie w szafie otrzymanej w posagu, przypominając beztroskie dni spędzone pod rodzicielskim dachem.

              

Kwiatki wykonane haftem kaszubskim

Obrusik wymereżkowałam i wyhaftowałam będąc jeszcze uczennicą liceum. Ma kształt kwadratu o bokach 110 cm. W mereżkowych okienkach umieszczone są różne rodzaje kwiatków w kolorach typowych dla haftu kaszubskiego.

W hafcie kaszubskim występuje siedem podstawowych kolorów związanych z legendą o powstaniu Kaszub:

  • chabrowy, jak piękne kaszubskie jeziora;
  • niebieski, jak kaszubskie niebo;
  • granatowy, jak niezmierzona głębia morza;
  • żółty, jak zboża dojrzewające na polach i jak słońce;
  • zielony, jak lasy pełne zwierza;
  • czerwony, jak krew, ktorą każdy Kaszub gotów przelać w obronie swojej ziemi;
  • brązowy lub czary, jak ziemia na polu czekająca na zasiew.

 

W okresie pasjonowania się haftem wykonałam sporo różnych bieżników. Większość z nich rozdałam. Zostały mi jedynie dwa, jeden z dominacją koloru brązowego, a drugi – niebieskiego.

Bieżnik wykończony zewnętrzną mereżką

Wzór kaszubski na bieżniku

Bieżniczek wykończony niebieską szydełkową koronką

Pamiętam, że inspiracją do haftowania haftem kaszubskim były prace moich koleżanek z klasy, które należały do kółka hafciarskiego. 

Koleżnaki swoje haftowanki przypisywały do różnych szkół haftu kaszubskiego, ja moich – niestety – nie potrafię, ze względu na brak wiedzy teoretycznej na ten temat. Z drugiej strony, czy to ważne, który haft, z której szkoły pochodzi? Istotne chyba jest to, że nauczyłam się trudnej sztuki haftu i haftowanie to, sprawiało mi dużą przyjemność.

Maki Moneta

Szukając materiału do wykonania portrecika Juleńki zupełnie przypadkiem znalazłam – kupioną kiedyś tam i zapomnianą – kanwę z nadrukiem dzieła Moneta "Maki w pobliżu Argenteuil".

 

Maki Moneta

Postanowiłam więc, że w najbliższym czasie zajmę się właśnie tym obrazem. 

Jest kilka powodów, dla których powinnam wyhaftować Maki.

Po pierwsze – jest to gotowa nadrukowana kanwa więc wykonanie ok. 40 000 półkrzyżyków, to przysłowiowa pestka.

Po drugie – po wysiłku jaki włożyłam w wyszycie portretu Juleńki relaks wśród natury jest jak najbardziej wskazany.

Po trzecie – gotowy gobelin przyda mi się do zmiany wystroju pokoju wypoczynkowego po remoncie. 

Ujmując rzecz ogólnie i obrazowo – upiekę kilka pieczeni na jednym ogniu.

Portrecik ukończony

Nareszcie ukończyłam portrecik Juleńki.

Julka z bukietem białych piwonii

Portrecik umieszczę w owalnym zielonym passe-partout i oprawię w delikatną rameczkę ze złotą otoczką od wewnątrz.  Mam nadzieję, że oprawa poprawi to, co zepsułam swoim eksperymentem z kanwą, muliną i schematem.

Teraz, kiedy patrzę na robótkę, to stwierdzam, że od samego początku jakość obrazka stała pod wielkim znakiem zapytania. 

Najpierw musiałam namówić Julkę, żeby zechciała mi pozować. W trakcie przekonywania musiałam odpowiedzieć na mnóstwo pytań zaczynających się od słów "A dlaczego?" Przyznam, że najtrudniej było mi odpowiedzieć na pytanie: "A dlaczego będziesz moją buzię szyła nitką i igłą? Przecież możesz mnie pokaleczyć!"

Potem – po raz pierwszy w życiu – samodzielnie stworzyłam schemat graficzny obrazka. Ze względów technicznych schemat wydrukowałam w wersji czarno-białej (nie dorobiłam się jeszcze nowej drukarki kolorowej, a stara się popsuła). Kiedy chciałam schemat wydrukować w kolorze okazało się, że komputer, do którego podłączona była kolorowa drukarka, nie może odczytać pliku ze wzgledu na specyficzny rodzaj rozszerzenia. Zależało mi na czasie więc zdecydowałam, że poprzestanę na wzorze, który już mam.  

Kolejny mój krok, to wizyta w sklepie. Tutaj bardzo miła pani poinformowała mnie, że kanwy do haftu muliną aktualnie nie posiada. Dobrze, że chociaż nici dostałam.

Cóż było robić? Czas naglił, imieniny Julii tuż, tuż. Zdana zostałam sama na siebie. Przeszukałam moje pudła i znalazłam kanwę, tyle tylko, że przeznaczoną do gobelinów wyszywanych wełną. Pomyślałam – spróbuję, ale od początku czułam, że to nie jest to, o co mi chodzi. Chciałam żeby portrecik miał delikatną i lekko błyszczącą fakturę więc do haftu użyłam rozdzielonej na pół muliny. 

Był lipiec, żar lał się z nieba, a ja uparcie wyszywałam krzyżyczek po krzyżyczku wypełniając okienka kanwy. Robótka szła mi powoli; musiałam w wielkim skupieniu odczytywać znaki graficzne, gdyż każda pomyłka wiązała się z pruciem. Przyznaję, że był moment, kiedy więcej krzyżyczków sprułam, niż wyszyłam.

Wreszcie, kilka dni temu, obrazek skończyłam. Odetchnęłam z ulgą, ale jednocześnie jestem bardzo niezadowolona z mojego dzieła. Haft jest rzadki, prześwituje tło i widać prawie każdy krzyżyczek z osobna.  

Na szczęście mam taką naturę, że porażki działają na mnie motywująco. Przygotowałam już następny schemat. Będzie to portret Juleńki w czerwonej sukieneczce z jej ulubionym Pony w rączce. Tym razem dobiorę odpowiednią kanwę i wyhaftuję obrazek półkrzyżykiem nierozdzieloną nitką muliny. Z doświadczenia wiem, że zastosowanie tej techniki pozwoli na prawidłowe nasycenie kolorystyczne poszczegolnych detali obrazu. 

Mam nadzieję, że drugi portrecik będzie bardziej udany, wszak na błędach się człowiek uczy. 

W taki upał – tylko wspomnienia

Upał niemiłosierny. Wszystko za co się wezmę idzie jak po przysłowiowej "grudzie". 

Dwa tygodnie temu postanowiłam wyhaftować portret mojej ukochanej Juleńki na podstawie zdjęcia, które sama wykonałam. Gotowy gobelin zamierzam podarować Jej jako prezent imieninowy.

Zakupiłam więc stosowny program, który zdjęcie przetworzył na schemat  graficzny. Schemat ten ze względów technicznych (brak kolorowej drukarki) wydrukowałam w wersji czarno-białej. Wzięłam kanwę, mulinę, igłę, lupę i zaczęłam haftować.

I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten upał. Trudno jest się skupić i może dlatego znaki graficzne na schemacie się "motają".

Haftuję i pruję, a właściwie, to więcej pruję, niż haftuję. W normalnej sytuacji portrecik byłby gotowy po tygodniu, ale w tych ekstremalnych warunkach, jestem dopiero w połowie. Jak tak dalej pójdzie, to moja wakacyjna robótka przeciągnie się na "powakacje", a z okazji imienin Julia dostanie inny prezent. 

  

Ala moje prucie zobrazowała giftem, Joasia domaga się nowości na blogu.  Czym ja mam się pochwalić?

Dobrze, że w moim pudle mam kilka gotowców na wszelką ewentualność. 

 

Gobelinek wyhaftowałam na podstawie obrazu "Dziewczynka z gołąbkiem" Danuty Muszyńskiej-Zamorskiej

Danuta Muszyńska-Zamorska jest współczesną polską malarką mieszkającą i tworzącą w Łodzi. Oprócz malarstwa Pani Danuta uprawia rysunek, projektuje witraże i pocztówki. Ulubionym motywem w jej twórczości jest dziecko, macierzyństwo i portret.

Obraz "Dziewczynka z gołąbkiem" zrealizowany w formie gobelinu stanowił dar od narodu polskiego dla papieża Jana Pawła II w czasie jego pierwszej wizyty w Polsce.

Prace artystki znajdują się w zbiorach wielu muzeów, w urzędach miast, a także w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą. 

Przyjemnie jest poczytać kiedy chłodek za oknem

"Nareszcie wraca wszystko do normalności" – tak powiedział mój znajomy Jasieczek, rolnik z krwi i kości.

Blogowi zaklinacze, zamawiacze, namawiacze i wywoływacze zaczęli działać skutecznie. Upał zniknął, a za oknem pojawił się upragniony chłodek. Uf, jak cudownie!

Co zrobić z czasem?

Proponuję, wzorem "Czytającej", sięgnąć po dobrą książkę. 

Gobelin "Czytająca" wyszyłam na podstawie obrazu Fragonard’a.

"Młoda dziewczyna czyta książkę" – Jean-Honore Fragonard

Jean-Honore Fragonard (1732-1806), to francuski malarz rokokowy.

Fragonard był synem kupca. W wieku 13 lat oddany został na naukę do kancelarii notarialnej, lecz zamiast się uczyć czas spędzał na rysowaniu. Pryncypał notariusz, to zauważył i namówił rodziców Jeana-Honore, żeby ci umieścili swojego syna w pracowni malarskiej.

Przez sześć miesięcy młody Jean-Honore studiował rzemiosło malarskie u Chardina, a następnie u Bouchera. Musiał być zdolnym uczniem, gdyż mając 20 lat zdobył nagrodę Prix de Rome. Kolejne trzy lata młodzieniec spędził w Paryżu w pracowni Carle van Loo.

W latach 1756-1761 wyjechał do Włoch. Tam tworzył będąc pod silnym wpływem prac Tiepolo. W roku 1793 został członkiem Commune des Arts, a na początku roku 1794 konserwatorem powstającego muzeum Luwru.

Wśród jego lekkich, często zabarwionych erotyzmem prac znajduje się "Huśtawka".

I nie ma co się dziwić, że erotyzm wkradał się do prac Fragonard’a, wszak jednym z protektorów malarza była sama madame de Pompadour.

Niezwykle obfita twórczość artysty zakończyła się wraz z wybuchem rewolucji francuskiej.

W ostatnich piętnastu latach swojego życia, dzielonych pomiedzy Grasse i Paryż, mimo przyjaźni z David’em, zaprzestał malować.

Ponad pięćset obrazów i tysiące rysunków Fragonard’a odsłaniają jego bogatą osobowość, a skłonność do fantazjowania, jak np. w dziele "Fontaine d’Amour" wyprzedził ducha romantyzmu.

Autorefleksje:

 

 

Obraz Fragonard’a ma wymiary 82×65 cm i znajduje się w National Gallery of Art. w Waszyngtonie, DC, USA. Namalowany został pędzlem z wykorzystaniem farb olejnych ok. 1776 roku.

Moja "Czytająca", to gobelin o wymiarach 40×50 cm i wisi na ścianie pokoju z kominkiem w wiejskiej chacie. Namalowany został igłą z wykorzystaniem bawełny gobelinowej ok. 2005 roku.

Różnice duże. ale czy, aż tak znaczne?

Obraz Fragonard’a cieszy oczy kustosza waszyngtońskiego muzeum i osób zwiedzających.

Natomiast mój gobelin, dodaje uroku ścianom wiejskiego domu, sprzyja przytulności pomieszczenia, w którym codziennie przebywamy i wywołuje zachwyt u odwiedzających mnie gości!

Gorąca cyganeczka

Na gorące lato, dla wszystkich moja gorąca "Cyganeczka".

Kiedy haftowałam ten gobelin nie przypuszczałam, że ze względu na upalne lato, moja "Cyganeczka" będzie bardzo "trendy".

Zrzućmy zatem kilka ciuszków, a napewno poczujemy się lepiej. Pozostaje jedynie pytanie, czy w ten sposób schłodzimy atmosferę wokół nas?

Już niebawem zakwitną …

Moje "Słoneczniki"

Gobelin o wymiarach 40×50 cm. wykonałam na podstawie słynnego dzieła van Gogha "Słoneczniki".

 

 

 

Van Gogh (1853-1890) – to malarz, którego życie i twórczość obrosły wielką, tragiczną legendą. Był indywidualnością. Jednak w świadomości większości ludzi obraz tego mężczyzny o rudych włosach, porywczych ruchach i błyszczących oczach został strywializowany.

Najlepszy okres w twórczości artysty przypadł na lata 1888-1889, kiedy wyjechał do Prowansji. Sam wyznał, że wyjechał tam kierowany chęcią "zobaczenia słońca w większej mocy".

W ciągu niespełna 15 miesięcy van Gogh tworzył jak w transie, "niczym maszyna do malowania". Wykonał wówczas około 200 obrazów, nieraz w trzech, czterech lub pięciu wersjach: "Most w Angleis", "Słoneczniki", "Kawiarnia nocą", "Pokój artysty" i wiele innych.

Van Gogh oczarowany Prowansją, jej słońcem i krajobrazami, malował rozdrganymi, nasyconymi barwami, dynamicznymi ruchami – "wariacje w błękitach uweselone zółcieniami, przechodzące aż do oranżu". Pobyt van Gogha w Arles uznawany jest za "wielki okres" w jego twórczości, okres, w którym ukształtował się ostatecznie jego własny styl.

Malarstwo van Gogha było obce i niezrozumiałe dla większości odbiorców, a wyzwoleni z przesądów artyści, tacy jak Renoir czy Cezanne, również mieli do niego pretensje. Pierwszy zarzucał mu egzotyzm, a drugi zwykł mawiać: "Maluje naprawdę po wariacku".

Czy rzeczywiście "malował po wariacku"?

Słoneczniki van Gogha