Dzisiaj 9 czerwca – dzień z liczbą, którą bardzo lubię, i którą uważam za swoją szcześliwą liczbę.

Dziewiątka, to liczba, która towarzyszy mi od dawna.
Według symbiliki liczb jest to święta liczba i muszę przyznać, że coś w tym jest …
W szkole podstawowej w dzienniku, moje nazwisko zawsze było zapisane pod numerem 9; tak samo było w liceum – i ta dziewiątka była dla mnie szczęśliwa – nigdy nie miałam żadnych problemów z nauką, a i nauczyciele jakoś przy odpytywaniu wedłu liczb w dzienniku rzadko dziewiątkę wybierali.
Na dalszym poziomie edukacji dziewiątki bezpośrednio przy moim nazwisku na liście nie było, ale za to zawsze wsytępowała w numerze albumu; takich albumów z „dziewiątką” mam trzy sztuki, te trzy sztuki, to nie ze względu na niedokończoną lub przerwaną edukację, ale ze względu na różne poziomy tej edukacji – studia licencjackie, magisterskie i podyplomowe. Tak jak w podstawówce i liceum, tak i w przypadku studiów dziewiątka mnie „strzegła” – wszystkie poziomy edukacji ukończyłam z najwyższymi ocenami, a w przypadku licencjatu nawet wyróżnienie mi się przytrafiło.
Nie sa to jedyne sytuacje w moim życiu, kiedy liczba 9 odegrała ważną rolę. Ot chociażby – data poznania męża i data naszego ślubu, daty narodzin dwójki moich dzieci sprowadzone do liczby jednocyfrowej zawsze dają dziewiątkę.

Dzisiaj 9 czerwca – szczęśliwa dziewiątka dała o sobie znać po raz kolejny:
– dzisiaj otrzymałam swój prezent w wymiance różanej – cudny prezent,
– dzisiaj przyszły do mnie oczekiwane niteczki – nareszcie mam kolor, którego szukałam i będę mogła dokończyć moje różane szydełkowe dzieło,
– dzisiaj – po 4 tygodniach czekania, wrócił do mnie z naprawy ekspres do kawy – przez 4 tygodnie bardzo się denerwowałam, gdyż nie wiedziałam, czy uszkodzenie mojego „DeLonghi” zostanie uznane za niezawinione, a naprawa uznana za naprawę w ramach gwarancji.
W jednym dniu trzy szczęśliwe zdarzenia … i jak tu nie kochać dziewiątki …



























