Świąteczne drzewko z własnego ogrodu

W tym roku nasza świąteczna choineczka jest szczególna. 

Drzewko – z malutkiej sadzonki przyniesionej z lasu – wyhodowała w przydomowym ogródku moja córa. Kiedy świerczek był mały nikomu nie wadził, ale teraz, kiedy z niego duże świerczysko urosło – zaczął przeszkadzać i z ogrodu musiał znikać.

Nasza tegoroczna choineczka

Skoro choineczka jest szczególna, to i szczególnej oprawy wymaga.

Na drzewku znalazły się między innymi:

… szydełkowe anioły i aniołeczki

Aniołek na choince                                             

aniołek na choince2

Anioleczek na choince

Aniołeczek na choince2

… bombki i bombeczki

Bombka od Edytki

– śliczny "karczoszek" od Edytki

bombka karczoch1  Bombka karczoch2

– moje "karczoszki" i …

bombka szydełkowa  

Szydełkowa bombka

… szydełkowe "dmuchawce" rączkami serdecznej koleżanki wykonane.

„Bluszcz” grudniowy

Już się ukazał grudniowy numer "Bluszcza" wraz z aromatyczną saszetką "Pachnące Święta".

Bluszcz numer grudniowy

W nowym "Bluszczu" między innymi:

– Bogusław Wołoszański w cyklu "Kobieta – szpieg" tym razem o Oldze Czechowej – pięknej rosyjskiej aktorce, której w czasie II wojny światowej powierzona została szczególna rola;

– Małgorzata Niezabitowska opowiada o jednym z jej przodków Franciszku Ryxie, domniemanym synu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego;

– Natalia Jaroszewska kreśli sylwetkę Yves Saint Laurent’a – "Młodzieńca z Orleanu", o którym księżna Diana podczas otwarcia jego wielkiej wystawy w Metropolitan Museum w Nowym Jorku powiedziała "Coco Chanel i Christian Dior byli wielkimi twórcami, ale Yves Saint Laurent jest geniuszem".

A na "deser" rady z "Bluszcza" z roku 1877:

– jak koronkę do bielizny oraz chustę kwadratową szydełkową robotą wykonać,

– jak szlak do chusteczek do nosa haftem point-lace zrobić,

– jak prawidłowo sprzątać pokoje

oraz przepis na "leguminę makową" i sałatę z kapusty czerwonej na zimę".

No tak – zamiast "szydełkowe roboty" czynić w lekturze się utopiłam …

Tego wpisu miało nigdy nie być – ale jest …

O ochronie praw autorskich w sieci rzecz będzie …

Na blogu Edy znalazłam dzisiaj wspaniale opracowany i zilustrowany "kursik" uszycia poduszeczki. Wiem ile czasu Edycie zajęło przygotowanie tego opisu (ostatnio coś podobnego sama zrobiłam). Dziewczyna poświęciła swój cenny czas po to, żeby podzielić się z inni posiadaną wiedzą i doświadczeniem, a co najistotniejsze: swoje autorskie opracowanie udostępniła nam – osobom odwiedzającym jej blog – do wykorzystania. Eda jesteś WIELKA.

Dziękuję Ci Edytko za możliwość skorzystania z Twojej mozolnej pracy. Niewiele wysiłku już mnie kosztowało (a chyba właśnie o to chodzi), żeby wydrukować sobie wspaniałą instrukcję (tekst i zdjęcia przekopiowałam do Worda, kliknęłam drukuj i poszło). Teraz tę instrukcję będę mogła w odpowiednim czasie i dogodny dla siebie sposób wykorzystać. Proste? – ano proste!!! Możliwe? – ano możliwe!!!

Ale nie dla tych, którzy w jakiś chory sposób prawa autorskie pojmują i swoje blogi przed kopiowaniem tekstu chronią.

Decydując się na prowadzenie blogu miałam pełną swiadomość tego, że będą tutaj zaglądać osoby w różnym celu i z różnymi intencjami. Jedni po to, żeby poczytać, drudzy po to, żeby obejrzeć, a jeszcze inni, żeby poczytać, obejrzeć i z moich doświadczeń skorzytać. Jedni o opis lub przepis poproszą, a inni po prostu – bez mojej wiedzy – tekst przekopiują. 

Szanuję wszystkich moich gości i to z szacunku dla nich nigdy nie pomyślałam, żeby moje wpisy "zakazem kopiowania" ochranić. Moim zdaniem, to co piszę i pokazuję publicznym się staje w momencie kliknięcia "PUBLIKUJ" w edycji blogu. Jeżeli chcę coś zachować dla siebie, to po prostu dla siebie zachowuję i na blogu nie umieszczam. To przecież ja decyduję o czym piszę i co piszę.

Moje blogowe wpisy nie są po to, żeby wszem i wobec obwieszczać czego to ja nie potrafię i jaka zdolna jestem, ale po to, żeby czytelnicy blogu mogli z moich doświadczeń skorzystać. Ogromną radość sprawia mi dzielenie się z innymi wzorami, opisami, czy przepisami. Blog piszę ja, a z tego co napisałam korzytają inni – tak uważam i tego się trzymam, i trzymać się będę.    

Dla mnie człowiek z założenia jest ucziwy. Tak postrzegam innych i chcę, żeby i mnie tak postrzegano. Może dlatego nie rozumiem osób, które już na "dzień dobry" traktują mnie jak łobuza, który na blog wszedł po to, żeby złodziejstwo uprawiać. Słowa "ZAKAZ KOPIOWANIA" dla mnie są równoważne słowom "MAM CIĘ ZŁODZIEJU".

Pytam zatem:

To po co u licha, na swoim blogu te wzory, opisy i przepisy umieszczacie? Chcecie zachować  je dla siebie, to trzymajcie w segregatorze (czy czymś tam innym) na szafie, pod szafą, czy w szafie, a najlepiej w sejfie.

Niejedna osoba powie: prawa autorskie w ten sposób chronimy.

A niby jaka to ochrona, skoro wiele osób taką ochronę złamać potrafi. Ja pewnie także bym potrafiła, ale nie o to przecież chodzi, żeby pokrętnie zdobywać to co się chce mieć.

I żeby jasnym było – wiem co to prawa autorskie, gdyż sama sporo opracowań autorskich poczyniłam, ale oznaczanie wpisów na blogach – poradnikach w publicznym miejscu, do których internet niezaprzeczalnie zaliczyć można, treścią "autor nie zgadza się na kopiowanie" lub "zakaz kopiowania" jest dla mnie co najmniej niezrozumiałe. To jakaś obsesja nie znajdująca logicznego wytłumaczenia. Może dlatego blogi, które do tej pory do moich ulubionych zaliczałam, od jakiegoś czasu z daleka omijam. 

O wielkości człowieka:

"Patrzeć bez zawiści, jak inni osiągają sukcesy do których samemu się dąży, to wielkość"

– Marie von Ebner-Eschenbach

P.S. Gifiki nie są mojego autorstwa; wygrzebałam je w sieci. Czy przez to, że na moim blogu je zamieściłam złodziejem się stałam? 

Bluszcz – numer listopadowy już dostępny

Kiedy dzisiaj przechodziłam obok mojego ulubionego kiosku Pani sprzedawczyni zawołała:

– "Bluszcz" na panią czeka!

Wzięłam pismo, a tutaj miła niespodzianka, za parę groszy dodatkowej opłaty mam również płytę ze słuchowiskiem na motywach powieści Joanny Chmielweskiej "Lesio".

Płyta ze słuchowiskiem

Słuchowisko zrealizowane zostało przez Polskie Radio z udziałem takich sław aktorskich jak: Danuta Stenka, Zbigniew Zamachowski, Krzysztof Kowalewski, Wiktor Zborowski. Już sama obsada gwarantuje ucztę duchową, a co dopiero rozpracowana na role znana powieść Chmielewskiej. W tym miejscu dodam, że "Lesio", to piąta z kolei powieść autorki (pierwsze wydanie w 1973 roku) i należy do klasyki stworzonego przez nią podgatunku zwanego "kryminałem z przymrużeniem oka".

A w nowym "Bluszczu" między innymi:

– Bogusław Wołoszański o "Tajemnicach Maty Hari" – tancerce wielbionej przez tłumy, zawsze otaczanej przez wpływowych i bogatych wielbicieli, gotowych wydawać fortuny na dostęp do jej buduaru, która nagle znalazła się na dnie, w celi dla kobiet lekkich obyczajów, oskarżona o szpiegostwo, skazana na śmierć;

– w cyklu "Dzieje sześciu rodów" Małgorzata Niezabitowska przedstawia dalsze dzieje swojej prababki Anny z Okęckich Mysyrowiczowej i jej dzieci; wspomina również Mistrza Le Moitre, który jej prababci "bezinteresownie pomagał, wspierał, i niczym czujny przewodnik na stromej dróżce wskazywał przeszkody oraz sposoby ich pokonywania", a o którym Anna mawiała: "Prawdziwego mistrza poznaje się po tym, że ze swego nauczania, ze swej bezspornej wyższości, nie osiąga żadnych materialnych korzyści, że nie bierze, lecz daje. A także, że nie narzuca nikomu odkrytej przez siebie prawdy, pomaga jedynie uczniowi odnaleźć ją w samym sobie", 

–  Halina Pawłowska w opowiadaniu o przewrotnym tytule "Jak być sexy" pisze o swoich nieseksualnych zachowaniach przytaczając pełne humoru historyjki, wskazując na aseksualność pewnych rzeczy i przedmiotów; wg autorki "Całkowicie aseksualne są: czapki z pomopnem, bermudy, plisowane spódniczki do kolan, podkolanówki (w wieku powyżej 12 lat), spódnice do ziemi połączone z futerałem na skrzypce, bawełniane rajtuzy, kamizelka robiona na drutach, buty na platformie, piżama, która przypomina śpioszki. Sexy nigdy nie jest wiaderko, mop, żelazko, odkurzacz i wymówki",

– reportaż Marty Szarejo "Sponsoring"; w reportażu rzecz o dziewczynach młodych, inteligentnych, ładnych, zgrabnych, o miłej i subtelnej buzi, sympatycznych i ciepłych, które dotrzymują towarzystwa swoim sponsorom.

Podobnie jak w poprzednim, tak i w tym numerze, znajdują się strony przedrukowane ze starego "Bluszcza"; tym razem jest to "Bluszcz" z 1933 roku. W części "Sekreta gospodarskie" przedwojenni kucharze podpowiadają jak przygotować "Obiady dla pracującej inteligencji (na 5 osób)". Proponowane menu, to: 

"Jabłczanka z grzankami"

"Sztufada, kartofle bomby"

"Budyń z kaszki z sosem"

I znowu się w czytaniu (tym razem również w słuchaniu) zatraciłam, a robótki sobie leżą i czekają, cierpliwie czekają …

Czytać, czy dziergać? A może i to, i to

Z notatki na blogu Dagny dowiedziałam się o reaktywacji przedwojennego pisma dla kobiet Bluszcz. Czyżby nareszczie coś do czytania, a nie przewracania kartek w poszukiwaniu treści ukrytych wśród reklam? 

Dzisiaj pismo kupiłam i nie zawiodłam się. Podoba mi się szata graficzna, a i poczytać (przez duże P) jest co. 

W pierwszym numerze reaktywowanego Bluszcza między innymi:

– Małgorzta Niezabitowska opisuje burzliwe dzieje małżeństwa swoich pradziadków we wspomnieniach zatytułowanych "Składana wanna",

– Bogusław Wołoszański – w charakterystyczny dla siebie sposób – przedstawia owiane tajemnicą karty historii; w artykule "Piękna łączniczka" pisze o Halinie Szymańskiej żonie pułkownika, która w poszukiwaniu męża zaplątała się w największą aferę szpiegowską wojennej Europy,

– Katarzyna Grochola – Sienkiewiczem leci …

W nowym piśmie wydawcy nawiązują do przedwojennego poprzednika. W cyklu "Ze starego Bluszcza" znajduje się kilka porad z 1878 roku, a wśród nich jak wykonać "Rozetę szydełkową robotą". 

Oto oryginalna treść porady: "Rozetę robić świecącą przędzą Nr 40. Zacząć 9 powietrznych oczek, załączyć je 1 ścisłem łańcuszkowem oczkiem w kółko i robić na tym że kółku, jak rycina najwyraźniej pokazuje."

Pomyślałam, skoro można reaktywować pismo, czemu nie reaktywować rozety.

rozeta szydełkową robotą

Tak wygląda "Rozeta szydełkową robotą" według ryciny nr 13 z Bluszcza z 1878 roku po reaktywacji.

Rozetę, której średnica wynosi 18 cm, wykonałam nićmi z połyskiem Altun Basak Perle nm 14 szydełkiem nr 1.

Praktyczne z pożytecznym, czyli relaks po imprezce u Tereski

Wczoraj chyba troszeczkę przesadziłam z „miksturkami” na imieninowej imprezce u Tereski i dzisiaj od samego rana głowa … sami zresztą zapewne wiecie jak to jest:))

Mąż widząc moją dziwaczną minę zaproponował wypadad na grzybki.  

W lesie grzybków sporo – jakiś nowy wysyp się chyba pojawił.

podgrzybek

Grzybek tu …

podgrzybek2

… grzybek tam, w efekcie tych grzybków się troszeczkę uzbierało.

Nasze łupy grzybowe

Nasze łupy zostaną jutro spożytkowane jako dodatek do obiadu. Już na samą myśl o grzybkach w śmietanie wszystkim ślinka po brodzie cieknie.

W robótkach zastój, w technice postęp

W dziedzinie robótek właściwie nic się nie dzieje. W tej chwili mam mnóstwo zawodowych obowiązków (kalkulacje, wyliczanki, przeliczanki, analizy itp, itd); z pracy wracam tak wykończona, że już nic mi się nie chce. Czasami przerobię kilka rządków mojego szaliczka i oczy same się zamykają.

Dla poprawy nastroju w ostatni piątek – korzystając z promocji przy okazji otwarcia w naszym powiatowym mieście przepięknej galerii Jantar – mężuś zakupił mi takie cacuszko.

nowy aparacik sony alfa

SONY – Alfa200 z obiektywem Minolty i przetwornikiem obrazu CCD o rozdzielczości 10,2 megapiksela.

Nowy aparacik będzie wspomagał ciut wysłużonego Nikona.

stara minolta

Nikonek robi świetne zdjęcia w warunkach naturalnego oświetlenia, natomiast zdjęcia wykonane w pomieszczeniach pozostawiały wiele do życzenia. Teraz stary aparacik i nowy będą się wzajemnie uzupełniały.

A oto kilka fotek z mojego nowego Soniaka.

Ostatnie kwiatki

aronia w deszczu

winobluszcz

żabka

słoneczkik

suche kwiatki

Aparat nie jest jedynym prezentem jaki dostałam w ostatnim czasie. Pod koniec wakacji mężuś uszczęśliwił mnie nowym komputerkiem.

Laptopik

Jest to jeden z prezentów, które dostałam bez okazji i może dlatego jeszcze bardziej mnie cieszy.

U mnie również lawendą zapachniało

Kiedy na blogu Edy zobaczyłam lawendowe śliczności nie mogłam się oprzeć … i szybciutko udałam się na licytację TUTAJ . Dzisiaj odebrałam paczuszkę, a w niej: wianuszek w kształcie serca, trzy bukieciki i trzy saszetki z zasuszonymi lawendowymi kwiatkami (zamawiałam dwie, trzecią dostałam od Libry w prezencie – sympatyczny gest, za który serdecznie dziękuję).

Lawendowe serduszko

Misternie uplecione lawendowe serduszko powiesiłam na ścianie obok miejsca gdzie najczęściej przebywam.

Lawendowy bukiecik

Z zasuszonych gałązek ułożyłam lawendową kompozycję.

Lawendowy bukiet na stole

Bukiet wraz z zestawem przypraw ustawiłam na stole w jadalni.

Lawendowe pachnidełka

Do zagospodarowania pozostają drobniutkie pachnące kwiatuszki. Z nich w niedalekiej przyszłości mam zamiar zrobić kilka woreczków zapachowych. Jak uszyć taki woreczek wiem, ale jak go ozdobić – niestety nie; chyba mam zbyt skromne zasoby z wzorkami. Póki co wysypię lawendowe kwiatki do koszyczka i postawię na nocnej szafce w sypialni. Niech przyjemna woń lawendy utula mnie do snu. 

Szaliczek – ciąg dalszy

Chłód ostatnich dni zapowida,że szaliczek może być niebawem bardzo przydatny. Muszę zatem troszeczkę przyśpieszyć, dlatego robótka pojechała ze mną na niedzielny wypad do Chojnic.

Poniżej kilka migawek z pobytu na ziemi chojnicko-bytowskiej

Port jachtowy nad jeziorem

Spokojna przystań jachtowa na jeziorze Charzykowy

Łabędzie w porcie

Zadowolone z posezonowej ciszy łabędzie.

Trasa spływu kajakowego po Słupii Rwący nurt Słupii

Początek trasy spływu kajakowego rzeką Słupią przy Gołębiej Górze. Z tego miejsca w 1964 r. na spływ kajakowy „Rodzinka w duszpasterskim spływie kajakowym rzeką Słupią” wyruszył Ks. Abp. Karol Wojtyła. 

Upamiętnienie pobytu  ks. Karola Wojtyły

Dla upamiętnienia zdarzenia – mieszkańcy gmin Bytów i Czarna Dąbrówka ufundowali pamiątkowy obelisk. 

Mogę zatem spokojnie powiedzieć, że wekendowego czasu nie zmarnowałam – połączyłam przyjemne z pożyteczym: oczy i duszę pięknem przyrody nacieszyłam, a i szaliczka przybyło.