Czapeczka dla Juleńki

Wykonanie czapeczki dla Juleńki zajęło mi dwa ostatnie popłudnia i wieczory.

Czapeczkę zrobiłam wg własnego pomysłu z podwójnej nitki koralowego "Kocurka" na drutach Nr 3,5.

Dół wykończyłam podwójnym ściągaczem, następnie przerobiłam kilka rzędów ściegiem francuskim, dalej ok. 10 cm ściegiem prawym gładkim, potem ponownie ściegiem francuskim a na zakończenie – ścieg prawy gładki.

Ozdobą robótki jest wykonany szydełkiem (z pojedyńczej nitki) pasek składający się z kwadracików z motywem sześciolistnego kwiatuszka. Paseczek ten umocowałam do czapeczki szydełkiem chwytając w regularnych odstępach oczko lewe w ściegu francuskim. 

"Dzyndzołek" (określenie Julki) na górze czapeczki, to połączone ze sobą dwa różne rodzaje kwiatków – płatki różyczki i kwiatek – motyw szlaczka. 

Jeżyk na sweterku

Podobnie jak Splocik zauważyłam, że następuje powrót wzorów żakardowych i wszelkiego rodzaju kolorowych wrabianek.

Szukając resztek włóczki, żeby zrealizować projekt wykonania czapeczki dla Juleńki, w pudle na strychu znalazłam sweterek, który kiedyś zrobiłam dla mojej córki. 

Jeżyk w drodze do swojej spiżarni z zapasami na zimę

Część wzoru jest wrobiona, a część wyszyta. Dodatkowo brzuszek jeżyka zdobią centymetrowej długości niteczki przyczepione za pomocą szydełka (coś jakby pojedyńcze frędzelki – igiełki). 

Nie pamiętam – czy robiąc ten sweterek korzystałam z jakiegoś schematu, czy jest to tzw. twórczość własna. Wiem natomiast, że mimo iż od momentu powstania "dzieła" upłynęło kilka dobrych lat, wzorek zachował swoje barwy.

Nic dobrego -niestety – nie mogę powiedzieć o reszcie sweterka – jego obecny kształt i kolor, który z ecru zrobił się sepi powodują, że nie nadaje się do noszenia, co najwyżej do oglądania jako perła z lamusa, ale czy rzeczywiście perła?

Pod koniec listopada – na grzyby

Tak, tak – pod koniec listopada w lesie rosną grzyby, a co najciekawsze – nadają się one do zbierania i zjedzenia.

I żeby wszystko było jasne – nie jest to moja fantazja, ale doświadczona dzisiaj rzeczywistość.

Z logicznego punktu widzenia zdawać by się mogło, że to niemożliwe, żeby po fali zimna i przymrozków – jeszcze w lesie były jadalne grzyby. Przyroda jest jednak nieprzewidywalna; ona rządzi się swoimi prawami, które czasami z logiką nie mają nic wspólnego.

Oto dowód – znalezione dzisiaj w godz. 1030 – 1115 (i zebrane do koszyka) – grzybki.

Śliczny, podskubany nieco przez ślimaczka, maślaczek.

Opieńki, żeby było im cieplej, rosną w gromadce.

Maślaczków znalazłam kilka, niewiele również było podgrzybków.

Natomiast opieńków wystarczy napewno na porządną zupkę.

Tak na marginesie dodam, że znalazłam także trzy prawdziwki, ale były w stanie nie wskazującym na spożycie.

Beżowy sweterek – finisz

Wczoraj późnym wieczorem, a właściwie to dzisiaj (godz. 0.45) skończyłam sweterek, którego dzierganie rozpoczęłam jakiś czas temu. Tak po prostu – sprężyłam się w sobie, przełamałam pewne opory co do koloru i oto efekt.

Sweterek jest milutki i wydaje mi się, że będzie cieplutki.

Dla dodania dzianince kolorytu chyba będę zakładała korale koloru koralowego (zawsze chciałam je kupić, a teraz jest ku temu okazja).

Wspaniała niespodzianka od Ani

Dzisiejszy dzień od samego rana był ciepły i słoneczny. Dzisiaj spotkała mnie również miła niespodzianka –

– po powrocie z pracy w skrzynce pocztowej zastałam przesyłkę od Ani http://anqu.blox.pl/html zawierającą gazetkę z wzorami do wyhaftowania obrazów.

  

Piękne słoneczniki 

Damy w ogrodzie

Uwielbiam słoneczniki i portrety kobiet – niespodzianka ma zatem wymiar podwójny.

Dziękuję Ci Aniu!

 

Czerwony – słodki jak „Kociak”

Sweterk z czerownego "Kotka" skończony.

Teraz się dosusza na wieszaku w towarzystwie krówki i byczka – ulubionych zabawek Juleńki.

Przepraszam za jakość zdjęcia; niestety pogoda nie sprzyja i wykonanie fotki w warunkach naturalnych jest aktualnie niemożliwe. Swoją drogą, to mój aparat najwyraźniej nie lubi koloru czerwonego.

Włóczkowy zawrót głowy

Często tak się zdarza, że wpadam do sklepu po ustalone wcześniej zakupy, a kupuję zupełnie coś innego.

Tak też było wczoraj. Wybrałam się do sklepu po …., a kupiłam TO! 

Jakżesz mogłam sobie odmówić przyjemności skorzystania z absolutnej okazji. Za 11 moteczków i kłębuszków zapłaciłam tylko 22 zł. (słownie: dwadzieścia dwa złote), czyli po 2 zł. za sztukę, bez względu na rodzaj i wagę.

Zaszalałam więc i wykupiłam wszytkie włóczki, ktore mi się podobały. Sprzedawczyni nie chciała zdradzić skąd ma tę przędzę; biorąc pod uwagę ilości domyślam się, że to jakieś końcówki serii.

Wśród włóczek jest:

  • czarny moher z akryklem – 3 x 50 g x 155 m; 
  • lila moher z wełną i akrylem – 2 x 50 g x 80 m;
  • biała bawełna z wiskozą (chyba) – 6 kłębuszków.

Najwięcej mam włóczki w kolorze przybrudzonej bieli z wplecioną srebrną niteczką. 

Z włóczki tej mam zamiar zrobić sobie wizytową bluzeczkę. Jeszcze nie mam pomysłu jaki będzie jej fason i wzór, ale niebawem pewnie coś wykombinuję.

Moherek lila wykorzystam do zrobienia szaliczka boa.

Dzisiaj wypatrzyłam i kupiłam jeden (jedyny i ostatni) motek ciemno fioletowego moherku. Mój boa będzie dwukolorowy. Myślę, że z 150 g nici wyjdą mi dwa szaliczki.

Nie mam natomiast pomysłu na wykorzystanie czarnej włóczki. Jest tego 150 g i 465 m i na teraz nie wiem co z tym zrobić. Dodam tylko, że ten czarny kolor nie jest tak do końca czarny. Włóczka zawiera delikatne połyskujące na zielono i bordowo niteczki. Sprawia to wrażenie jakby została posypana brokatem.

Kilka tygodni temu, w tym samym sklepie, również po 2 zł. za kłębuszek nabyłam śliczną włóczkę wiskozowo-bawełnianą w kolorze ecri.

Z tej włóczki właścicielka sklepu ma zrobioną chustę ściegiem francuskim na drutach nr 4, czyli dość luźno. Muszę przyznać, że robótka wygląda efektowanie.

Ja włóczkę wykorzystam do zrobienia sweterka. Mam już wybrany wzór (dwa rodzaje ściegu ażurowego) i fason. 

Mąż moje zakupowe poczynania podsumował w trzech słowach: "Zaszalałaś M…., zaszalałaś".

No coż, może i zaszalałam, ale przynajmniej w najbliższym czasie żadna nuda mi nie grozi.

Te dwie truskaweczki, które znalazłam w ogródku 1 listopada bez żalu oddałam mężowi za to, że jest zawsze bardzo wyważony w ocenie sytuacji.

 

Jesienny sweterek z czerwonego „Kotka”

Postanowiłam, że w tym roku – zgodnie z panującym w modzie trendem – jesienną i zimową garderobę będę systematycznie uzupełniać o własnoręcznie wykonane bluzeczki i sweterki.

Póki co – rozpoczęty beżowy sweterek odkładam na bok (czyt. zostanie dokończony później). Przyczyna – znalazłam i kupiłam włóczkę w moim ulubionym kolorze.

Czerwień, to kolor działający pobudzająco na zmysły. Pobudzenie jest szczególnie potrzebne teraz – kiedy dni stają się coraz krótsze i są takie szare.

Wzorek z próbki obliczeniowej

Mój sweterek będzie prosty w swojej formie, stąd najbardziej prosty wzór jaki mogłam wybrać – jersej ozdobiony skośną krateczką z pojedyńczego ryżu. Pod szyją – szpic, rękawy – 3/4 normalnej długości. Dół sweterka i rękawów oraz dekold wykończę szydełkowymi ząbkami.

Taki jest plan, a jak wyjdzie jego realizacja – niebawem się okaże.

Szaliczek, a może mini golfik

Mój beżowy sweterek odłożyłam na później, gdyż ten szaliczko-golf z "garnstudio" tak mi się spodobał, że postanowiłam jak najszybciej się z nim zmierzyć.

Zależało mi na zrobieniu szaliczka z wykończeniem zbliżonym do oryginału.

Nie będę się wyżalała, ile wysiłku włożyłam w rozszyfrowanie techniki wykonania ściągacza. Ważne, że osiągnęłam pożądany efekt.

Mój szaliczek ma odpowiednią długość i szerokość. A otaczająca warkocz ściągaczowa falbaneczka idealnie dopasowuje się do szyi. 

Juleńka, bo to dla niej ten szaliczek wydziergałam, jest bardzo zadowolona. A ja jestem dumna, że mimo trudności udało mi się stworzyć rzecz niebanalną.