Beżowy sweterek rozpoczęty

Beżową włóczkę, która pierwotnie miała być przeznaczona na clapotis, wykorzystam teraz do zrobienia sobie sweterka.

Nie znam nazwy i składu przędzy; wiem natomiast, że jest ona bardzo przyjemna w dotyku – coś jakby połączenie angorki z moherem.

Tył sweterka rozpoczęty

Wybrałam delikatny wzór ażurowy wpleciony w pasy (8 oczek) jerseju i (2 oczka) ściegu francuskiego. Wzorem tym wykonam przód i tył. Nie mam jeszcze pomysłu na wykończenie pod szyją; być może zrobię delikatną pliskę z rulonikiem z prawych i lewych oczek. 

Rękawy będą miały długość 3/4. We wzorze pominę narzuty zotawiając jersej i ścieg francuski. 

Clapotis ukończony

Skończyłam szaliczek.

Clapotis ma prawie 2 metry długości i 35 cm. szerokości. Zużyłam ok. 25 dag włóczki akrylowej "Mega". 

Dół robótki wykończyłam 2 rzędami półsłupków. Zastanawiam się nad frędzelkami.

Dla wszystkich, którzy kibicowali mi kiedy "walczyłam" z clapotisem –

– kwiatki z jesiennego ogródka.

Clapotis z czerwonej „Megi” – prawie finisz

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Beżowy szaliczek sprułam. Do prucia podeszłam zdroworozsądkowo – poznałam nowy splot i zdobyłam doświadczenie, które wykorzystam w następnej robótce. 

Clapotis z czerwonej "Megi" prawie na finiszu 

Na szaliczek kupiłam 30 dag włóczki – tak na wszelki wypadek, gdyby włóczka okazała się mało wydajna.

Clapotis wykonuję drutami nr 4. Jestem już w III sekcji i przerabiam prosto 70 oczek, które wyznaczają szerokość. O długości zdecyduję później; jedno jest pewne – szalik, na życzenie mojej córci – ma być długi.

Szaliczka – ciąg dalszy

Oczka już spadają …

i spadałyby dalej, gdyby nie zmiana planów.

Po przerobieniu kilkunastu rzędów stwierdziłam, że szaliczek jest zbyt szeroki. A i kolor jakoś przestał mi się podobać. Włóczka sama w sobie jest ciekawa, ale na clapotis chyba niezbyt się nadaje. Zdecydowałam, że spruję moją dotychczasową robótkę, a z odzyskanych nici zrobię, tak jak kiedyś planowałam – sweterek. 

Będąc na spacerze zajrzałam do pasmanterii. Po wejściu do sklepu od razu zwróciłam uwagę na czerwoną "Megę". Cudo!

Piękna melanżowa przędza rodem z Turcji

Zakupu dokonałam pod wpływem impulsu (zresztą nie po raz pierwszy mi się to zdarzyło). Właśnie z tej włóczki zrobię clapotis.

Clapotis rozpoczęty

Dzierganie szaliczka postępuje. Właśnie ukończyłam II sekcję i na drucie mam 107 oczek.

Rożek clapotisa w promieniach październikowego słońca

Robótkę wykonuję zgodnie z instrukcją. Nie daję się ponieść fantazji, żeby czegoś nie poplątać. Ten rodzaj ściegu wykonuję po raz pierwszy i wprowadzenie własnej twórczości w takiej sytuacji może uczynić więcej złego niż dobrego.

Cierpliwie liczę oczka i rządki, narzucam i dobieram – wszystko zgodnie ze schematem opracowanym przez Elę (dziękuję Ci Elu).  

Kiedy tak siedzę i "dziobię" te oczka zastanawiam się nad znaczeniem słowa "clapotis". Nie mogę oprzeć się myśli, że nazwa ta ma chyba coś wspólnego ze spadaniem oczek. Ot tak – po prostu – oczko klap, klap i szliczek będzie gotowy.

W przerwie między sekcjami clapotis’a wyszłam do ogrodu. Oczom moim ukazał się taki oto widok – po raz drugi w tym roku rozkwitły miniaturowe różyczki.

Różyczki miniaturki – jesienne kwiatki w moim ogródku

Oprócz różyczek, zakwitły również chabry i zaczęły owocować truskawki. Cuda jakieś, czy coś?

Na dobry początek – clapotis

Po kilku latach przerwy wracam do drutów. Moj "come back" zacznę od wykonania oryginalnego szalika, dla którego robótkujące dziewczyny wymyśliły równie oryginalną nazwę "clapotis".

Chwila zastanowienia: Czego potrzebuję, żeby zabrać się za robótkę?

– Druty? – mam!

– Schemat i opis? – mam!

– Nici? – tego akurat pod ręką nie nam.

Wybrałam się zatem w poszukiwaniu włóczki … na strych, gdzie w pudłach przechowuję moje skarby tzw. "cuda niewida".

W jednym z kartonów znalazłam tę oto włóczkę i … ściągacze, które świadczą o tym, że prawdopodobnie kiedyś miałam zamiar zrobić jakiś sweterek.

Włóczka, chociaż wiekowa, nic nie straciła na swojej wartości; nadal jest puszysta i ma ciekawy jasno beżowy kolor. Mimo, że nie znam składu przędzy (etykiety,  gdzieś zginęły) uważam, że nadaje się na szaliczek.

A zatem do dzieła ……… 

„Maki” Moneta – gobelin ukończony

Właśnie skończyłam "Maki" – gobelin, który wyhaftowałam na podstawie dzieła Monet’a "Maki w Argentuil".

"Maki" na moim gobelinie

Obraz o wymiarach 40×51 cm. wyszyłam półkrzyżykiem nierozdzieloną nitką muliny "Ariadna na kanwie 44 oczka na 10 cm.

"Maki" – obraz Claude’a Monet’a

Claude Monet (1840-1926), to malarz francuski, jeden z największych twórców i najbardziej konsekwentny przedstawiciel impresjonizmu – kierunku w sztuce, którego charakterystyczną cechą było dążenie do oddania zmysłowych, subiektywnych wrażeń (impresji) artysty.

Nazwa kierunku została ironicznie nadana przez krytyka sztuki Louisa Leroy’a i pochodzi od tytułu obrazu Monet’a "Impresja, wschód słońca".

 

 " Impresja, wschód słońca" 

"Impresja, wschód słońca" eksponowana w 1874 roku na wystawie u Nadara stała się swego rodzaju manifestem impresjonizmu.

Monet w swojej twórczości konsekwentnie prowadził studia nad kolorem, światłem i ich wzajemnymi relacjami. Malował na swoich obrazach to, co nieuchwytne i niestałe w naturze : "… iskrzenie światła, błysk wody, przezroczystość powietrza, drżenie liści (…). Odtwarzać pragnął słońce, zimno, wiatr, mgłę – a były to dążenia zupełnie nowe, mające wartość rewelacji". (Od Moneta do Polloca. Słownik malarstwa nowoczesnego, Warszawa 1995).

Claude Monet był wrogiem wszelkiego stylu – w Luwrze oglądał wyłącznie pejzarzystów holenderskich. Mówiono, że cały swój system pracy pragnął oprzeć wyłącznie na obserwacji natury, na bezpośrednim doznaniu oka.

Paul Cezanne powiedział o nim: 

"Monet to tylko oko, ale mój Boże, co za oko!".

Wspomnienie lata – „Słoneczniki” van Gogha

Słoneczniki, to kwiaty, ktore szczególnie sobie upodobałam.  Zachwycają mnie swoją prostotą i radosnym słonecznym kolorem.

 

"Słoneczniki" – mój gobelin

 

 

Obraz o wymiarach 40×50 cm. wyszyłam półkrzyżykiem wełną gobelinową na kanwie 40 oczek/10 cm.

Inspiracją do powstania gobelinu jest dzieło Vicentego van Gogh’a "Dwanaście słoneczników w wazonie".

"Słoneczniki" – van Gogh’a

 

Obraz ten powstał w sierpniu 1888 roku w miejscowości Arles na południu Francji. Obecnie dzieło  wystawiane jest w Galerii Neue Pinakothek – Monachium. 

Vincent van Gogh namalował serię obrazów zawierających motyw słoneczników.

"Być może wiesz, że piwonia należy do Jeannin, ostrokrzew do Quost, ale słonecznik jest mój, w pewnym sensie" – z listu do Theo 22 lub 23 styczeń 1889 r.

"Pięć słoneczników" – sierpień 1888 r. – obraz został zniszczony w pożarze podczas II wojny światowej na terenie Japonii.

"Piętnaście słoneczników w wazonie" – styczeń 1889 r. – Muzeum Sztuki Współczesnej im. Seji Tego Yasuda w Tokio. Obraz został wyceniony na ok. 40 milionów $.

"Piętnaście słoneczników w wazonie" – sierpień 1888 r. – National Gallery w Londynie.

"Dwanaście słoneczników w wazonie" – styczeń 1889 r. – Museum of Art w Filadelfii.

"Piętnaście słoneczników w wazonie" – styczeń 1889 r. – Muzeum Van Gogh’a Amsterdam.

"Trzy słonecznki" – sierpień 1888 r. – zbiory prywatne (USA).

Inne słoneczniki namalowane przez Vincent’a van Gogh’a:

  

"Cztery ścięte słoneczniki" – sierpień-wrzesień 1887 r. – Muzeum Kroller-Muller – Otterlo. 

  

"Dwa ścięte słoneczniki" – sierpnień-wrzesień 1887 r. – Muzeum Van Gogh’a  Amsterdam. 

 

 

"Dwa ścięte słoneczniki" – sierpień-wrzesień 1887 r. – Kunsmuseum Berno.

"Dwa ścięte słoneczniki" – sierpień-wrzesień 1887 r. – Metropolitalne Muzeum Sztuki w Nowym Jorku.

"Czuję w sobie pragnienie odnowy i próbuję przeprosić za to, że moje obrazy są ostatecznym niemal krzykiem rozpaczy, chociaż sielankowa aura słoneczników może wydawać się symbolem wdzięczności" Vincent van Gogh – do Wil – 20 luty 1890 r.

Mata Hari naszych czasów

Współczesna Mata Hari

Kobieta szpieg, czy raczej kobieta, której udało się nad dwoma takimi zgasić blask księżyca?

 

Mata Hari początków XX wieku

Historyczna Mata Hari, to pseudonim artystyczny Margarethy Geertruidy Zelle urodzonej 7 sierpnia 1876 r. holenderskiej tancerki, która zdobyła sławę w Europie Zachodniej na początku XX wieku.

Margartha była córką biznesmena i Jawajki. Po nieudanych próbach pracy jako nauczycielka i rozpadzie małżeństwa, udała się do Paryża. Tam zaczęła pracować jako "księżniczka z Jawy". Wkrótce została tancerką egzotyczną, wykonując tańce w stylu orientalnym. Była też luksusową "damą do towarzystwa", a jej kochankami byli politycy i oficerowie armii, którzy zakochani w niej przekazywali jej tajemnice państwowe.

W 1917 roku została oskarżona o szpiegostwo i uznana za podwójnego agenta na usługach Francji i Niemiec. Zarzucono jej, że była przyczyną śmierci tysiąca żołnierzy na frontach I wojny światowej. Uznano ją winną i 15 pażdziernika 1917 r. rozstrzelano.

Jej historia jest ciągle owiana tajemnicą. Krąży o niej wiele plotek. Mówi się np., że w czasie egzekucji żołnierze mieli zasłonięte oczy, by nie ulec jej czarowi, a żołnierzowi, który ją zastrzelił posłała jeszcze przed śmiercią pocałunek.

Mata Hari jest najbardziej znanym szpiegiem w historii. To synonim kobiety przebiegłej i wykorzystującej swój seksapil do mało szczytnych celów.

A coż to jest ten seksapil (z ang. sex appeal), który tak dużo złego na świecie uczynił i czyni?

"Zjawisko" to zdefiniował E. Schlechter w przedwojennej piosence "Sex appeal", którą wykonywał E. Bodo w filmie "Piętro wyżej":

"Sex appeal to nasza broń kobieca,

Sex appeal to coś co was podnieca,

Wdzięk, styl, czar, szyk, tym was zdobywamy w mig".

Co wspólnego ma zatem współczesna Mata Hari z Matą Hari z początków XX wieku?

O tym, że kobiety mają wdzięk, styl, szyk i potrafią zdobywać w mig zostało dawno powiedziane, opisane i zaśpiewane. I zdawać by się mogło, że żadnego Pana kobieta nie powinna już zaskoczyć.

A tu masz – w ostatnich dniach słaba kobieta spowodowała, że na kolana padli kolejni "twardziele".

Panowie – nie przejmujcie się tym aż tak bardzo. Spójrzcie na to z innej strony – nie jesteście pierwsi i nie ostatni. Pocieszcie się -pod obstrzałem kobiecego seksapilu polegli i polegną jeszcze nie raz więksi od was. 

Raz na ludowo

…. czyli jak to na dożynkach powiatowych było.

Tego roku organizatorem powiatowego święta plonówych była moja gmina. Na miejscowym stadione zebrała się samorządowa władza. Ksiądz odprawił mszę polową, panie z gminnego klubu seniora pośpiewały, przeszedł korowód z wieńcami i chlebem dożynkowym.

I jak to zwykle na imprezach bywa, po oficjalnej części, rozpoczęła się część rozrywkowa. Były więc konkursy i występy artystyczne. Dla uatrakcyjnienia dożynek i dodania im pewnego rodzaju "egzotyki" organizatorzy zaprosili duet konferansjerów ze Śląska. 

Uczestnicząc w imprezie każdy poszukiwał czegoś dla siebie. Jedni pili, jedli i śpiewali, inni z władzami samorządowymi się spotkali, a jeszcze inni folklor podziwiali.

Elementy folklorystyczne święta plonów, to przede wszystkim wieńce i chleb. 

Każdy wieniec i chleb przywieziony na dożynkowe święto poddany został ocenie komisji pod przewodnictwem etnografa. 

W kategorii wieńców tradycyjnych wyróżniono wieniec z kukurydzą oddajacy najwierniej charakter dożynek.

Spośród wieńców współczesnych komisja wyróżniła: "Chłopa i Babę" oraz "Karuzelę". 

         

Zgodnie z tradycją dożynkowy chleb powinien być duży i zawierać symbole święta plonów. I i II miejsce przyznano tym oto wypiekom:

        

Trzeba przyznać, że gospodynie wykazały się wielkim kunsztem artystycznym i wiedzą w zakresie dożynkowej tradycji; wieńce, które uwiły i chleby, które wypiekły, to ludowe dzieła sztuki.

A i  ja tam byłam.

Miód i wino piłam, a co zobaczyłam tutaj  przedstawiłam.