Nareszcie ukończyłam portrecik Juleńki.
Julka z bukietem białych piwonii
Portrecik umieszczę w owalnym zielonym passe-partout i oprawię w delikatną rameczkę ze złotą otoczką od wewnątrz. Mam nadzieję, że oprawa poprawi to, co zepsułam swoim eksperymentem z kanwą, muliną i schematem.
Teraz, kiedy patrzę na robótkę, to stwierdzam, że od samego początku jakość obrazka stała pod wielkim znakiem zapytania.
Najpierw musiałam namówić Julkę, żeby zechciała mi pozować. W trakcie przekonywania musiałam odpowiedzieć na mnóstwo pytań zaczynających się od słów "A dlaczego?" Przyznam, że najtrudniej było mi odpowiedzieć na pytanie: "A dlaczego będziesz moją buzię szyła nitką i igłą? Przecież możesz mnie pokaleczyć!"
Potem – po raz pierwszy w życiu – samodzielnie stworzyłam schemat graficzny obrazka. Ze względów technicznych schemat wydrukowałam w wersji czarno-białej (nie dorobiłam się jeszcze nowej drukarki kolorowej, a stara się popsuła). Kiedy chciałam schemat wydrukować w kolorze okazało się, że komputer, do którego podłączona była kolorowa drukarka, nie może odczytać pliku ze wzgledu na specyficzny rodzaj rozszerzenia. Zależało mi na czasie więc zdecydowałam, że poprzestanę na wzorze, który już mam.
Kolejny mój krok, to wizyta w sklepie. Tutaj bardzo miła pani poinformowała mnie, że kanwy do haftu muliną aktualnie nie posiada. Dobrze, że chociaż nici dostałam.
Cóż było robić? Czas naglił, imieniny Julii tuż, tuż. Zdana zostałam sama na siebie. Przeszukałam moje pudła i znalazłam kanwę, tyle tylko, że przeznaczoną do gobelinów wyszywanych wełną. Pomyślałam – spróbuję, ale od początku czułam, że to nie jest to, o co mi chodzi. Chciałam żeby portrecik miał delikatną i lekko błyszczącą fakturę więc do haftu użyłam rozdzielonej na pół muliny.
Był lipiec, żar lał się z nieba, a ja uparcie wyszywałam krzyżyczek po krzyżyczku wypełniając okienka kanwy. Robótka szła mi powoli; musiałam w wielkim skupieniu odczytywać znaki graficzne, gdyż każda pomyłka wiązała się z pruciem. Przyznaję, że był moment, kiedy więcej krzyżyczków sprułam, niż wyszyłam.
Wreszcie, kilka dni temu, obrazek skończyłam. Odetchnęłam z ulgą, ale jednocześnie jestem bardzo niezadowolona z mojego dzieła. Haft jest rzadki, prześwituje tło i widać prawie każdy krzyżyczek z osobna.
Na szczęście mam taką naturę, że porażki działają na mnie motywująco. Przygotowałam już następny schemat. Będzie to portret Juleńki w czerwonej sukieneczce z jej ulubionym Pony w rączce. Tym razem dobiorę odpowiednią kanwę i wyhaftuję obrazek półkrzyżykiem nierozdzieloną nitką muliny. Z doświadczenia wiem, że zastosowanie tej techniki pozwoli na prawidłowe nasycenie kolorystyczne poszczegolnych detali obrazu.
Mam nadzieję, że drugi portrecik będzie bardziej udany, wszak na błędach się człowiek uczy.