Uf … nareszcie mogę odetchnąć i powiedzieć, że ponczo zostało skończone.
Udało mi się poskładać elemenciki i elementy w jedną całość.
Dorobiłam kilka rzędów słupków, łańcuszków i półsłupków, żeby jako tako to moje odzienie u góry wyglądało.

Słupkami, łańcuszkami i półsłupkami z pikotkami wykończyłam również dół poncza.
Oczywiście nie obyło się w międzyczasie bez prucia. Nie wiem jak to się stało, ale źle dopasowałam prostokąty i kiedy rozłożyłam robótkę wydała mi się jakaś "koślawa". Zaczęłam przeliczać elemenciki i okazało się, że jedna strona ma 13 rzędów, a druga – 11; to chyba przez te kalkulatory i komputery liczenie pamięciowe zaczęło mi szwankować:)) Najpierw musiałam znaleźć miejsce błędu, a nie było to takie łatwe, gdyż każdy kwiatuszkowy elemenick jest bliźniaczo podobny do drugiego; następnie wyprułam 6 kwiatuszków z jednego prostokata i uzupełniłam o tyle samo drugi. W efekcie drugie podejście skończyło się sukcesem.
Jutro moje ponczo zabieram do pracy i będę się w nie "stroić", kiedy w pomieszczeniu, w którym pracuję, zimniej zacznie się robić.