Mój igielniczek z wymiany

Paczuszkę z igielnikiem odebrałam w tamtym tygodniu, jednak ze względu na awarię livebox’a na kilka dni straciłam dostęp do Internetu. Dzisiaj urządzenie zostało wymienione, szybciutko nadrabiam zaległości w blogowych wpisach.

Takie oto cudeńka zobaczyłam po otwarciu kopery:

Biscornu z wymiany

Prześliczne – misternie wyhaftowane i ręcznie zszyte – biscornu, mulinka, kwiatuszki i koroneczka. W kopercie znalazłam również widokówkę z pozdrowieniami.

Igielnik jest już wykorzystywany, pozostałe prezenty spożytkuję w najbliższym czasie.

Dziękuję Ci Aniu . Sprawiłaś mi wiele radości.

 

Jak to z wymianą ATC było

Jakiś czas temu Makneta na swoim blogu zaproponowała wyminę ATC. Nigdy w życiu w takiej wymianie nie brałam udziału, nie miałam również zielonego pojęcia, o co w tym ATC chodzi, ale … w myśl zasady „nie święci garnki lepią” zapisałam się.

A oto jak moje ATC powstawały.

1. Wybrałam temat „Czar orientu” i w myślach opracowałam projekty trzech karteczek.

2. Chciałam podejść do zabawy profesjonalnie więc w jednym z internetowych sklepików zamówiłam potrzebne do sprapów materiały. Nie spodziewałam się jednak, że z tym zamówieniem, to osobna historia powstanie. Otóż zamównie złożyłam 30 kwietnia, opłaciłam 5 maja i czekałam, czekałam, czekałam … aż po wielu moinitach się doczekałam; w dniu 22 maja odebrałam z poczty przesyłkę; materiały owszem śliczne, pięknie zapakowane, ale … pierwotny pomysł na realizację tematu zupełnie mi wyleciał z głowy.

3. W międzyczasie, kiedy wiedziałam, że termin nadsyłania prac (18 maja) prawie mija, a ja zamówionych materiałów nie mam, napisałam do Maknety, że chyba się z zabawy wycofam. Makneta w odpowiedzi napisała, że poczeka. Nie zostało mi więc nic innego jak karteczki wykonać.

3. Zaczęłam ponownie zastanawiać się nad tematem i oto co mi wyszło:

ATC u Maknety-Czar orientu - awers karteczek

Moje karteczki, to typowa amatorszczyzna; zrobiłam je z tego co akurat miałam pod ręką. Wykorzystałam kolorowy karton, wycinanki i cieniutką bibułkę.

4. Tył karteczek opatrzyłam wymaganą w ATC metryczką.

ATC u Maknety-rewers karteczek

5. Następnie karteczki zapakowałam i na adres Maknety wysłałam.

Zielone skończone, czerwone zaczęte

Zielona bluzeczka, o której (tutaj) skończona i jest już noszona. Z czystym sumieniem mogłam się zatem zabrać za następną – tym razem w kolorze czerwonym.

Włóczka Sonata, druty nr 2,5, wzorek z Sabriny 1/2009 z małą modyfikacją.

Czerwona sonatowa bluzeczka

Tył bluzeczki.

Szczegóły wzoru sonatowej bluzeczki

Na dole ażurowe listki i szlaczek, następnie pojedyńczy ściągacz, za ściągaczem ponownie ażurki, tym razem są to zygzaczki; powyżej pionowe pasy: ściągaczowy i ażurowy. Pod szyją będzie jersejowa pliska z ząbkami; rękaw będzie miał długość 3/4 (prawdopodobnie wykonam go ściągaczem pojedyńczym).

Bluzeczka nie jest jedyną robótką, którą się aktualnie zajmuję. W międzyczasie przygotowuję igielnik na wymianę u Edy, tworzę kartki na wymianę u Maknety (ja skrapuję, a moje dzieci mówią, że w przedszkole się bawię) oraz szyję suknię na wesele.

**************

odpowiada:

Grażyna, Ren, Persjanka, Trikada, Elżbieta, Xavierra, Lucyna, Ann Margaret, Yrsa, Jola, Ela, Viola – bardzo serdecznie Wam dziękuję za przesympatyczne komentarze.

Ladyfanaberia – wielkie dzięki za wyróżnienie i za cudowne słowa, które w uzasadnieniu do wyróżnienia napisałaś.

Jola – zrozumiałaś mnie bardzo dobrze:)) Skoro sweterek bez dostępu światła się skorczył. to może i człowiekowi w ciemnej szafie co nieco ubędzie:)) Hardanger mi cały czas w głowie siedzi i mam nadzieję, że już niedługo z tej mojej głowy na światło dzienne wyjdzie:))

Elu – witam serdecznie, po długim okresie "niewidzenia". Cieszę się ogromnie, że udało mi się Ciebie (i Alę) ponownie w gąszczu sieci odnaleźć:))

Sweterek szydełkowy z Alminy – kiedyś zrobiony, dzisiaj wykończony

Sweterek zaczęłam robić dwa lata temu. Następnie, w wyniku nieprzewidzianych okoliczności, moja robótka do pudła z napisem "skończyć potem" wylądowała.

Te nieprzewidziane okoliczności bardzo prozaiczne były, otóż zabrakło mi włóczki na 2 cm rękawa i zszycie (w pasmanterii, gdzie wcześniej nici kupiłam, już więcej tego koloru nie mieli).

Niedawno, kiedy po sklepie Uli buszowałam poszukując czegoś na wiosenno-letnie bluzeczki, natknęłam się na Almninę i od razu skojarzyłam tę włóczke z moim "niedorobionym" sweterkiem w ciemnym pudle zamkniętym.

Szybciutko – na zasadzie wyczucia (żeby było śmieszniej, to w międzyczasie metka z informacją o nazwie włóczki i numerze koloru zdążyła już zagniąć) – zamówiłam 1 moteczek niteczek i oto efekt.

Szydełkowy sweterek z Alminy

No tak, może i efekt jest, ale czy do końca taki jakiego oczekiwałam?

Dzisiaj kiedy przymierzyłam zszyty sweterek, okazało się, że jest przymały. Ale heca, nigdy w życiu bym nie przypuszczała, że brak światła, aż tak negatywnie wpłynie na bawełnianą dzianinę:))

Nie ma tego złego … Mam koleżankę, która czeka na moje robótkowe "potknięcia"; już widzę jej uśmiechniętą buśkię, kiedy jutro sweterek do niej trafi.

A ja? No coż … Mnie radość z szydełkowania i obdarowywania innych pozostanie. 

************************

  odpowiada:

Lucyna, Eda, Yrsa, Grażyna, Aneladgam, Edi – bardzo Wam dziękuję za miłe słowa i życzenia spełnienia marzeń:)) Z doświadczenia wiem, że jeżeli czegoś mocno pragnę, to prędzej, czy później, to się spełnia; mam nadzieje, że i w tym przypadku będzie podobnie.

Xavierra – bardzo, bardzo mocno dziękuję:)) Jesteś kochana.

Jo-hanah – witam serdecznie na moim blogu i dziękuję za tak sympatyczne słowa:))

36historyjek – zestaw kupiłam tutaj;

Jolu – z Tobą zawsze i wszędzie; choćby jutro i na koniec świata:)) Dzięki za życzenia. Umówmy się tak: jak już bedę wybierać się do Włoch, a sciślej do Toskanii, to dam znać na tyle wcześniej, żebyś mogła bez pośpiechu walizki spakować, a i męża na pożegnanie czule w czółko pocałować:))

Marzenie o Toskanii – część pierwsza

Wykorzystując chwile kiedy druciki od dziergania odpoczywają zaczęłam haftować obrazek "Marzenie o Toskanii".

Marzenie o Toskanii - część pierwsza

Haft rozpoczęłam od krzaczka z cytrynkami. 

Docelowo obrazek będzie wyglądał tak:

Gotowy obrazek

Kiedy sobie siedzę z kanwą i tamborkiem w ręku, to myślę, że "Marzenie o Toskanii" prędzej na płótnie, niż w realu, się ziści:))

****************

Moteczek odpowiada  odpowiada:

Yrsa, Xavierra, Basia – bardzo dziękuję Wam za ciepłe słowa:))

Ania (Persjanka) – bardzo dziękuję:)) Robótkę rozpoczęłam tzw. krzyżowym nabraniem oczek, ten sposób nabierania oczek powoduje, że początek robótki jest nie tylko ozdobny, ale i bardzo elastyczny. A co do Sonaty, to polubiłam tę włóczkę i napewno jeszcze nie jedna bluzeczka z niej powstanie.

Eda – wielkie dzięki za bardzo miłe słowa:))

Urszula – lubię pierogi, ale wtedy gdy ktoś je zrobi i mnie poczęstuje, ja sama raczej pierogów nie lepię; jeżeli mam ochotę na coś mącznego, to przygotowuję naleśniki i krokiety. Dziękuję serdecznie za ciepłe słowa o mojej robótce; ten kolor zieleni jest bardzo twarzowy i nie dziwię się, że podoba się wielu osobom.

Aneladgam  – już niedługo, już za momencik …

Ula –  kolorek faktycznie śliczny, a włóczka przyjemna w robótce; mnie druty 2,5 akurat pasują do Sonaty; wg mnie dzianinka jest w sam raz – nie za luźna i sprężysta. Dziękuję za przesympatyczne słowa i odpowiedź w sprawie szydełek; poczekam, aż w sklepiku się pojawią i wówczas zamówię cały komplecik.

Jeszcze raz bardzo, bardzo Wam dziękuję za dodające skrzydeł komentarze. Pozdrawiam cieplutko

 

Zielono mi

Po leniwych pierwszych majowych dniach jakoś się zmobilizowałam i zabrałam za kontynuację rozpoczętej robótki. 

Sweterek z Sonaty w kolorze kiwi

Tył i przód są już zszyte i wykończone przy dekolcie wąską ściągaczową pliską. Jeszcze tylko rękawy (długość 3/4) i bluzeczka będzie gotowa.

Szczegóły wzoru

Wzorek z Sabriny nr 1/2007. Na dole ściągacz 4 oczka prawe, 3 oczka lewe, następnie ozdobny ażurowy szlaczek. Pozostałą część zrobiłam w ryżowe romby rozdzielone paskami oczek prawych. 

Sonata należy do włóczek raczej cieńkich (100g = 294 m). Robótkę wykonuję na drutach 2,5 co – przy moim dość luźnym przerabianiu oczek – gwarantuje, że bluzeczka nie będzie miała zbyt mocnych prześwitów.  

Pierwszy raz dziergam z Sonaty i jak do tej pory nic tej włóczce nie mogę zarzucić. Nitkeczki w robótce układaja się równo, nie rozdwajają się. Włóczka jest wydajna. Na moją bluzeczkę zużyję ok. 40 dag. Zawarta we włóczce wiskoza (30%) powoduje, że dzianina ma delikatny połysk. Sonata tak mi się spodobała, że w sklepiku u Uli zakupiłam następne kolorki – czerwony i zielony. Mam już pomysły na bluzeczki, tylko kiedy ja je zrobię:))

****************

odpowiada:

Larysan – w tym roku bliskość morza można było odczuć; mimo, że świeciło słoneczko, to było dość chłodno, gdyż wiał prawdziwie nadmorski zimny wiatr;

Barbara – niestety na drożdżowe wafle już się nie załapałam, podobnie jak i na chleb wypiekany w tym olbrzymim  piecu drewnem nagrzewanym; w Klukach byliśmy ok. godz. 14.oo i "smakołyków" już w tym dniu o tej godzinie nie było;

Xavierra – mam wielki sentyment do tego obrazka; żabka jest taka urocza, że postanowiłam iż będzie mi towarzyszyć w spotkaniach z Wami;

Yrsa – lubię podziwiać wytwory rąk ludzkich, a tych na imperach folklorystycznych, w tym i na Czarnym Weselu było bardzo wiele; na jednym ze stoisk kupiłam śliczny koszyczek ukształtowany z gałązek jałowca i wypleciony z korzeni sosny; przed zakupem mąż sugerował mi, żebym się troszeczkę potargowała, ale kiedy pan (nota bene Kaszub rodowity) powiedział, że wykonanie takiego koszyczka zajmuje mu pół dnia odpuściłam targi wszelakie;

Basia – rzeczywiście są to dobre okazje do wyruszenia z domu i miłego spędzenia czasu na świeżym powietrzu, w przyjemnej atmosferze;

Aga – impreza rzeczywiście była udana; organizatorzy mają już wprawę w organizowaniu "Czarnego Wesela"; w ubiegłym roku impreza ta zajęła III miejsce w konkursie na Produkt Turystyczny Województwa Pomorskiego – zajęcie tak zaszytnego miejsca w skali całego województwa mówi samo za siebie;

Eda – lubię takie imprezy i staram się na nich bywać, gdyż żywię szacunek do tradycji i podziwiam ludzi, którzy tę tradycję starają sie podtrzymywać; 

Jola – jak się ubiorę w moją zieloną bluzeczkę i zaszyję się w zielonej majowej trawce, to pewnie sama siebie nie będę potrafiła odnaleźć:))

Małgosia – a jak było mi wesoło po tej biesiadzie:))

Splocik –  niestety to nie ja; mnie na tych zdjęciach nie ma (na innych zresztą także), a powód prozaiczny – mój mąż tak świetnie na Weselu się bawił, że robiąc zdjęcia o mnie zupełnie zapomniał:))

Jak w Klukach na „Czarnym Weselu” w tym roku było

1 Maja – śliczny słoneczny i dość ciepły dzień – szkoda, żeby tak piękny dzień w domu przesiedzieć. Zdecydowaliśmy, że na Wesele do Kluk się wybierzemy.

"Czarne Wesele", to impreza folklorystyczna organizowana przez Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach od 1995 roku. Pretekstem do organizacji imprezy była mocno zakorzeniona w Klukach tradycja wspólnego kopania torfu. Torf kopany był przez wszystkich mieszkańców wioski na zasadzie pomocy sąsiedzkiej. Po ciężkiej codziennej pracy, odbieranej przez mieszkańców jako święto, organizowane były biesiady. Świętowanie ciężkiej pracy i wspólne weselenie się ze szczęśliwie zakończonego dnia – to kontekst do powstania nazwy "Schwarze Hochzeit" – "Czarne Wesele". 

A oto krótka relacja z tegorocznego Wesela:

Kostki torfu

Żeby przyczynek do "Czarnego Wesela" był mężczyźni torf kopać zaczęli.  

Niewiasty w tym czasie stoły do biesiady weselnej przygotowywały.

Na początek co piękniejsze serwety i obrusy z szaf powyjmowały.

Obrusy i serwety na wesele przygotowane

Następnie zastawę odpowiednią do rangi święta dobrały.

Zastawa na weselne stoły

A i o ozdobnych dzbanach do napitków wszelakich pomyślały.

Wiklina na stole

Gości na Wesele zjechało się bez liku.

Goście weselni

Gospodarze śpiewem i tańcem przybyszów witali i do suto zastawionych jadłem i napitkami stołów zapraszali.

Występy artystyczne

A jako, że i ja tam byłam, więc to co zobaczyłam na zdjęciach uwieczniłam i słowami przedstawiłam.

Więcej o weselu organizatorzy tutaj napisali i do poczytania zachęcali.

***************

Podoba mi się sposób udzielania odpowiedzi na komentarze pod bieżącą notką, w związku z tym od dzisiaj i ja na moim blogu będę się z Wami komunikowała w tej formie.

Dodatkowo moje odpowiedzi będzie poprzedazł cudowny gifik, który kiedyś otrzymałam od Ali z Mazur.

Mam jeszcze jeden osobisty gif, który narysowała dla mnie Ela – bliźniacza siostra Ali z Mazur. Gifik od Eli – ze względu na jego charakterystyczną wymowę – wykorzystam w okresie letnim.

Ala i Ela, to cudowne dziewczyny, które jakiś czas temu wspaniałe blogi prowadziły; uwielbiałam u nich bywać; mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do blogowania wrócą:)) 

 **************************


  odpowiada:

 

 

Jola – nie będę kręcić i przyznam się od razu – napewno się nie wyrobię z bluzeczką w ten weekend, a powód jest banalny – zapomniałam, że przede mną pierwsze majowe imprezy, które raczej precyzyjnym robótkom nie sprzyjają (oczka by mi się pomyliły); ale nic to – jak nie skończę teraz, to skończę za tydzień, a może za dwa … w końcu maj jest tylko raz w roku i szkoda by mi było, gdybym maja na majówkach nie spędziła:))

Xavierra – kolorek jest faktycznie śliczny, nie spodziewałam się, że Sonata jest taka fajna w robótce, a może to zasługa drucików, że tak przyjemnie mi się dzierga. Jestem ciekawa efektu Twojej pracy – serwetka napewno będzie śliczna:))

Lucyna – lubię takie kolorki, a ta zieleń w odcieniu kiwi jest rzeczywiście ładna; 

Yrsa – dziękuję:) druty nie są mi obce od dawna, może dlatego rządki równiutkie wychodzą, a może dlatego, że bluzeczkę dziergam na odpowiednich drutach;

Persjanka – lubię rzeczy proste, w nich się bardzo dobrze czuję.

Dziekuję Wam serdecznie za komentarze. Pozdrawiam cieplutko

Zielony jak wiosna dookoła

Sporo zakupów ostatnio poczyniłam; mam zatem materiały i narzędzia – czas na zmaterializowanie tych duchowych przyjemności.

Na początek wiosenno-letna bluzeczka z Sonaty w kolorze kiwi. 

Sweterek z Sonaty

Dzierga się niesamowicie przyjemnie: niteczki układają się równiutko, a druty oczka przerabiają szybciutko.

Sweterek z Sonaty bliżej

Mam nadzieję, że przez ten – troszeczkę wydłużony – majowy weekend uda mi się bluzeczkę skończyć.

Pomóżmy chorym dzieciom

INQA na swoim blogu GODZINQIzwróciła się z apelem o pomoc, a oto jego treść:

„Kochani Moi !
Pod koniec maja wspomagam organizacyjnie festyn z okazji Dnia Dziecka na warszawskim Żoliborzu. Trzeci raz będę brała udział w takim przedsięwzięciu. Tym razem część dochodów z aukcji, loterii będzie przeznaczona na potrzeby znanej mi Fundacji Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową.
Te potrzeby to nie kosztowny sprzęt medyczny, ale pościel, czajniki, ciepłe koce, te potrzeby możemy zrealizować.
I tu prośba do Was, jeśli któraś z Was mogłaby wspomóc chore dzieci i ich rodziny, bardzo proszę o kontakt ze mną. Przyjmę każdą Waszą pracę ofiarowaną na ten cel, odpowiem na każde pytanie, zdam relację z przebiegu imprezy, dziękować będę Wam ogromnie.”

****************

 

Ja już na apel Inqi zareagowałam i na aukcję przeznaczyłam jedną z moich prac – gobelin wyszytyty na podstawie obrazu Stanisława Wyspiańskiego.

 

Mój gobelin - Józio Feldman

 

„Józio Feldman” – mój gobelin o wymiarach 40×50 cm igłą namalowany w 2007 roku.

 

Józio Feldman - Stanisław Wyspiański

 

„Józio Feldman” – portret o wymiarach 38 x 38 cm namalowany pastelami przez Stanisława Wyspiańskiego w 1905 roku.

 

******************

 

Mam nadzieję, że Festyn się uda, a zebrane z aukcji pieniążki starczą na zaspokojenie najpilniejszych potrzeb chorych dzieci.