No tak – tego mogłam się spodziewać, że zamiast kończyć to, co mam pozaczynane, zamiast „zamykać” tematy moich zobowiązań – w nowe „afery” robótkowe zacznę się wdawać.
Ale nie mogło być inaczej, po tym jak zobaczyłam szaliczek, który Lucynka dla Kini w prezencie wymiankowym podarowała.
Szaliczek tak mi się spodobał, że poprosiłam Lucynę o podpowiedź jak to cudo wykonać; Lucynka rad mi udzieliła, linki stosowne podesłała – poczytałam, pooglądałam i oto są przytulaśne szaliczki z włóczki Frilly.

Pierwszy szaliczek zrobiłam z tego kolorku.

A drugi – z tego.
Technika wykonania i włóczka powodują, że szaliczki dzierga się w błyskawicznym tempie. Początkowo trudność sprawiał mi sposób nakładania nitki na drut, ale w trakcie robótki tę trudność opanowałam; pierwszy szaliczek dziergałam około czterech godzin (w międzyczasie chyba ze trzy razy prułam), wykonanie drugiego zajęło mi niecałe trzy godziny.
Szaliczki dziergałam z 7 oczek na drutach nr 5; przerabiałam co drugą pętelkę włóczkowej taśmy; robotkę zaczynałam od nabrania każdej pętelki.
Już dzisiaj zapowiadam, że takich szaliczków powstanie więcej. W zapasie mam jeszcze dwa kolorki i zamówiłam kolejnych pięć u Uleńki.
A co mi tam? Jak już w „aferę” się wdawać, to na maksa.