Kolejne zakręcone szaliczki „falbaniaczki”- jak je „bob-inka” nazwała wydziergałam- jeden z Frilly, a drugi z Argentiny.


Ledwo „falbaniaczki” z drutów zeskoczyły, a już właścicielkę znalazły.
Znaczy się, że szaliczki się podobają i wielkie wzięcie mają.