Pogodnie i świątecznie

Pierwszy dzień Świąt …. 

Późny ranek dosyć chłodny, za oknem lekko oszronione krzewy i drzewa, na termometrze 2oC.

Południe – zaczyna się rozpogadzać, przez chmury przebijają się pierwsze promyki słoneczka, temperatura wzrasta do 4oC.

Godzina 14oo – niebo błękitnieje i rozjaśnia się na dobre, świeci słońce, termometr na wschodniej stronie wskazuje 5oC.

Późne popołudnie – słoneczko zachodzi zostawiając za sobą bezchmurne niebo, zapowiedź, że jutrzejszy dzień będzie równie piękny …

O tym, że to Święta Bożego Narodzenia przypomina mi choinka, świąteczne stroiki oraz płynąca z radia muzyka, głównie kolędy. 

Moja choinka

Na choince dominują ozdoby ze słomy i nici oraz czerwone kokardki. Srebrne i złote bombki są jedynie delikatnym dodatkiem do całości.

Stroik na stole w kuchni

Stroik w pokoju

Bazą moich stroików są, ułożone w nasączonej wodą gąbce, zielone gałązki (z cięcia pielęgnacyjnego) jodły koreańskiej i kalifornijskiej oraz kosodrzewiny. Naturalną ozdobą są świerkowe i sosnowe szyszeczki oraz żarnowiec.

Życzenia na święta

Kiedy już zabłyśnie na niebie pierwsza gwiazda w tę grudniową wigilijną noc – niech ogarnie Was uczucie radości, miłości i szczęścia tak silne,

aby trwało przez cały 2007 rok.

Pogodnych Świąt wypełnionych miłością i radością oraz samych szczęśliwych dni w Nowym Roku pod opieką "Madonny z dzieciątkiem"  (gobelin wyszyłam specjalnie na tę okazję).

Mikołajki

Mikołaju, Mikołaju

bardzo serdecznie witam Ciebie w naszym kraju!!!

Z ostatniej chwili:

Mikołaj mnie znalazł i przekazał prezenty, a wśród nich:

– misio "Pysio" i świeczniczek z bałwankami – od koleżanek z pracy,

– kwiatek, płytę i aniołka – od mężusia,

– gwiazdeczki i bombeczki – od przyjaciół.

P.S. Świecę sprezentowałam sobie sama.

Pod koniec listopada – na grzyby

Tak, tak – pod koniec listopada w lesie rosną grzyby, a co najciekawsze – nadają się one do zbierania i zjedzenia.

I żeby wszystko było jasne – nie jest to moja fantazja, ale doświadczona dzisiaj rzeczywistość.

Z logicznego punktu widzenia zdawać by się mogło, że to niemożliwe, żeby po fali zimna i przymrozków – jeszcze w lesie były jadalne grzyby. Przyroda jest jednak nieprzewidywalna; ona rządzi się swoimi prawami, które czasami z logiką nie mają nic wspólnego.

Oto dowód – znalezione dzisiaj w godz. 1030 – 1115 (i zebrane do koszyka) – grzybki.

Śliczny, podskubany nieco przez ślimaczka, maślaczek.

Opieńki, żeby było im cieplej, rosną w gromadce.

Maślaczków znalazłam kilka, niewiele również było podgrzybków.

Natomiast opieńków wystarczy napewno na porządną zupkę.

Tak na marginesie dodam, że znalazłam także trzy prawdziwki, ale były w stanie nie wskazującym na spożycie.

Mata Hari naszych czasów

Współczesna Mata Hari

Kobieta szpieg, czy raczej kobieta, której udało się nad dwoma takimi zgasić blask księżyca?

 

Mata Hari początków XX wieku

Historyczna Mata Hari, to pseudonim artystyczny Margarethy Geertruidy Zelle urodzonej 7 sierpnia 1876 r. holenderskiej tancerki, która zdobyła sławę w Europie Zachodniej na początku XX wieku.

Margartha była córką biznesmena i Jawajki. Po nieudanych próbach pracy jako nauczycielka i rozpadzie małżeństwa, udała się do Paryża. Tam zaczęła pracować jako "księżniczka z Jawy". Wkrótce została tancerką egzotyczną, wykonując tańce w stylu orientalnym. Była też luksusową "damą do towarzystwa", a jej kochankami byli politycy i oficerowie armii, którzy zakochani w niej przekazywali jej tajemnice państwowe.

W 1917 roku została oskarżona o szpiegostwo i uznana za podwójnego agenta na usługach Francji i Niemiec. Zarzucono jej, że była przyczyną śmierci tysiąca żołnierzy na frontach I wojny światowej. Uznano ją winną i 15 pażdziernika 1917 r. rozstrzelano.

Jej historia jest ciągle owiana tajemnicą. Krąży o niej wiele plotek. Mówi się np., że w czasie egzekucji żołnierze mieli zasłonięte oczy, by nie ulec jej czarowi, a żołnierzowi, który ją zastrzelił posłała jeszcze przed śmiercią pocałunek.

Mata Hari jest najbardziej znanym szpiegiem w historii. To synonim kobiety przebiegłej i wykorzystującej swój seksapil do mało szczytnych celów.

A coż to jest ten seksapil (z ang. sex appeal), który tak dużo złego na świecie uczynił i czyni?

"Zjawisko" to zdefiniował E. Schlechter w przedwojennej piosence "Sex appeal", którą wykonywał E. Bodo w filmie "Piętro wyżej":

"Sex appeal to nasza broń kobieca,

Sex appeal to coś co was podnieca,

Wdzięk, styl, czar, szyk, tym was zdobywamy w mig".

Co wspólnego ma zatem współczesna Mata Hari z Matą Hari z początków XX wieku?

O tym, że kobiety mają wdzięk, styl, szyk i potrafią zdobywać w mig zostało dawno powiedziane, opisane i zaśpiewane. I zdawać by się mogło, że żadnego Pana kobieta nie powinna już zaskoczyć.

A tu masz – w ostatnich dniach słaba kobieta spowodowała, że na kolana padli kolejni "twardziele".

Panowie – nie przejmujcie się tym aż tak bardzo. Spójrzcie na to z innej strony – nie jesteście pierwsi i nie ostatni. Pocieszcie się -pod obstrzałem kobiecego seksapilu polegli i polegną jeszcze nie raz więksi od was. 

Raz na ludowo

…. czyli jak to na dożynkach powiatowych było.

Tego roku organizatorem powiatowego święta plonówych była moja gmina. Na miejscowym stadione zebrała się samorządowa władza. Ksiądz odprawił mszę polową, panie z gminnego klubu seniora pośpiewały, przeszedł korowód z wieńcami i chlebem dożynkowym.

I jak to zwykle na imprezach bywa, po oficjalnej części, rozpoczęła się część rozrywkowa. Były więc konkursy i występy artystyczne. Dla uatrakcyjnienia dożynek i dodania im pewnego rodzaju "egzotyki" organizatorzy zaprosili duet konferansjerów ze Śląska. 

Uczestnicząc w imprezie każdy poszukiwał czegoś dla siebie. Jedni pili, jedli i śpiewali, inni z władzami samorządowymi się spotkali, a jeszcze inni folklor podziwiali.

Elementy folklorystyczne święta plonów, to przede wszystkim wieńce i chleb. 

Każdy wieniec i chleb przywieziony na dożynkowe święto poddany został ocenie komisji pod przewodnictwem etnografa. 

W kategorii wieńców tradycyjnych wyróżniono wieniec z kukurydzą oddajacy najwierniej charakter dożynek.

Spośród wieńców współczesnych komisja wyróżniła: "Chłopa i Babę" oraz "Karuzelę". 

         

Zgodnie z tradycją dożynkowy chleb powinien być duży i zawierać symbole święta plonów. I i II miejsce przyznano tym oto wypiekom:

        

Trzeba przyznać, że gospodynie wykazały się wielkim kunsztem artystycznym i wiedzą w zakresie dożynkowej tradycji; wieńce, które uwiły i chleby, które wypiekły, to ludowe dzieła sztuki.

A i  ja tam byłam.

Miód i wino piłam, a co zobaczyłam tutaj  przedstawiłam.

Jesień w kolorach

W pełnym rozkwicie są słoneczniki.

Żółto-złoty kolor kwiatów przyciąga pracowite pszczółki.

Wspaniale prezentują się aksamitki, które „otulają” prawie każdą rabatkę w moim ogródku.

Zielony do tej pory winobluszcz przybrał barwę czerwonego wina.

Kalina cesarska obsypała się koralami koloru koralowego. 

W sadzie rumienią się jabłka i złocą gruszki.

    

Różowo-bordowe astry zdobią stół na tarasie. 

W lesie nadal są grzyby … 

   

…. brązowe prawdziweczki 

…. i brunatne prawdziwki

 

 

 

Trzeci miesiąc piszę

Mój blog ma trzy miesiące, tylko trzy, a może aż trzy.

Podejmując decyzję o pisaniu, tak do końca nie wiedziałam, czy mi coś z tej pisaniny wyjdzie.

A wszystko zaczęło się tak …

W maju, moja sąsiadka podczas wspólnego picia popołudniowej kawy zupełnie przypadkowo powiedziała: – "Wiesz połaziłam sobie wczoraj po Internecie i ile ciekawych rzeczy tam znalazłam. Baby (sorry dziewczyny, ale Ona tak powiedziała) mają pozakładane strony i piszą o tym co robią, podają przepisy, wymieniają się doświadczeniami, nawiązują znajomości. Ty także mogłabyś taką stronę założyć i pisać o swoich zainteresowaniach, prezentować to, co robisz. Masz przecież o czym pisać i co pokazać".

Może i mam, ale jak to zrobić?

Szybciutko wróciłam do domu, otworzyłam Internet i zaczęłam przeglądać strony, które się pojawiły na hasło "robótki ręczne".   Obejrzałam kilkanaście blogów i wybrałam te, które mnie szczególnie zainteresowały. One były dla mnie inspiracją.

Pomyślałam – spróbuję, a może i mnie się uda. Wymyśliłam loggin i nazwę, ściągnęłam pierwszy szablon (były to motylki) i określiłam mottem charakter bloga.  W tym momencie się zacięłam, gdyż napotkałam na trudności techniczne nie do pokanania przez takiego laika komputerowego jak ja. I kiedy zaczęłam się kręcić wokół "własnego ogona" z pomocą przyszła Splocik. To Splocik sprawiła, że mój blog zaczął nabierać kolorów i kształtów. 

Kiedy po kilku dniach wytężonej pracy moja "opiekunka" stwierdziła, że blog jest na tyle dopracowany, że może iść w świat, dokonałam pierwszego wpisu. Potem były następne, i następne … i chyba będzie jeszcze kilka następnych, gdyż świetnie się czuję wśród Was drogie blogowe koleżanki. 

Tobie Splociku – w podziękowaniu za szablon, fachową pomoc, wsparcie w chwilach zwątpienia i anielską cierpliwość – dedykuję obrazek, od którego zaczęła się moja przygoda z haftem gobelinowym.

Czas do szkoły

"Wakacje się kończą, czas wracać do szkoły" – tak mówi mój mąż nauczyciel. 

Wakacje się skończyły – powiedział Misio i udając, że się cieszy ruszył do szkoły

Kto miał wakacje, ten je miał! Ja niestety, mimo, że pracuję w szkole – z wakacji, w dosłownym tego słowa znaczeniu – nie korzystam.  W okresie lata  mogę jedynie otrzymać przysługujący mi urlop.

W tym roku, po raz pierwszy w życiu, przebywałam na urlopie prawie cztery tygodnie. Taka sytuacja była możliwa dzięki temu, że zmieniłam pracę – przeszłam z jednej szkoły do drugiej. Dalej jest to szkoła, ale jakże inna od poprzedniej. Niby dalej tak samo, a jednak nie tak samo.

Wszystkim nauczycielom i nie nauczycielom, którzy muszą wracać do szkoły i zabrać się ostro do pracy, życzę cierpliwości i wytrwałości, pogody ducha i uśmiechów oraz pozytywnego nastawienia – wszak za 10 miesięcy będą znowu wakacje.

Hurrrra! Już niedługo wakacje! – krzyknął Misio z radością i podskoczył do góry

Zbawienny deszcz

„Natura deszczu jest zawsze taka sama – pozwala rosnąć cieniom na bagnach i kwiatom w ogrodach …”

Cienie na bagnach pozostawiam bagnom, ale kwiaty w ogrodach …

Na kwiaty w ogrodach – w przenośni i w rzeczywistości mam wpływ. Kilka kwiatów „z przenośni” już zaprezentowałam, dzisiaj kolej na kwiatki z mojego rzeczywistego ogrodu.  

Cieszę się, że mimo długotrwałej tegorocznej suszy udało mi się moje ogrodowe roślinki zachować w dość dobrej kondycji.

Moje pelargonie

Jestem z nich bardzo dumna, gdyż sama od poczatku je wyhodowałam. Najpierw sadzonki, które ukorzeniłam w domu pod foliowymi torebkami, potem nasadzenia w dniczkach i dbanie o ich właściwe nawodnienie i odżywianie. Te cudne kwiaty potrafią się odwdzięczyć za trud włożony w ich pielęgnację.

Pelargonie potrafią być wdzięczne za właściwą opiekę

Przed południowym tarasem mojego domu założyłam długą na 6 metrów i szeroką na 1,5 metra rabatkę. Przy tworzeniu jej starałam się wykorzystać naturalne kolory krzewów, bylin i roślin jednorocznych. Zależało mi na takim doborze i rozmieszczeniu sadzonek, żeby w końcowym efekcie grządka sprawiała wrażenie bardzo naturalnej kompozycji. 

 

Całość rabatki otacza bukszpanowy żywopłocik. Inspiracją do tej formy wykończenia były wizyty w dawnych ogrodach. Pierwsze sadzonki bukszpanu przywiozłam z ogrodu wilanowskiego. Bukszpan ukorzeniam sama na specjalnie do tego celu przeznaczonym rozsadniku. Co roku staram się uzyskać kilkanaście sadzonek, i co roku powiększam mój żywopłocik o kolejne krzaczki. Bukszpan jest krzewem, który świetnie wyglada przez cały rok, daje się formować i lubi, kiedy przycina się mu czubeczki. 

Rabatka otoczona żywopłocikiem z bukszpanu

Nad zejściem z tarasu znajduje się pergola, która jest jednocześnie podporą dla pnących róż i wiciokrzewów.

Róże na pergoli

Od północnej strony, przed wejściem do domu, znajduje się placyk, który obsadziłam zielonymi i złotymi tujkami. Jest to doskonała osłona dla miejsca naszego wypoczynku od dość ruchliwej osiedlowej drogi. 

Tuje w swoim naturalnym kształcie i kolorze

Obok oczka wodnego z fontanną rośnie wierzba i kilka „Szmaragdów”, które w przyszłości stanowić będą zieloną ścianę na granicy z sąsiadem. Jest to kontynuacja tworzenia przytulnego miejsca wypoczynku.

Oczko i niedawno posadzone tuje „Szmaragdy”

To są tylko fragmenty mojego przydomowego ogródka. Dużo zostało już zrobione, ale równie dużo pozostaje jeszcze do wykonania. Co jakiś czas wpadają mi do głowy pomysły, ktore staram się powoli realizować. Ogólny zarys ogrodu, z którym miałam największy problem, jest już ustalony, w tej chwili wprowadzam jedynie poprawki poprzez dodawanie lub odejmowanie pojedyńczych roślinek lub krzewów. Cały czas staram się, żeby wokół mojego domu stworzyć przytulne i w miarę możliwości naturalne otoczenie. Uważam, że natura jest najlepszym architektem, a człowiek powinien jej jedynie czasami pomóc.