Brugijka z rozpędu

Spodobało mi się robienie tasiemki, która jest bazą koronki brugijskiej, że z rozpędu poczyniłam malutką serweteczkę.

Robiłam tasiemkę i zaplatałam, zaplatałam i robiłam, aż uplotły się serduszka, a że czas wiosenny mamy, więc w serduszkach nie mogło zabraknąć kwiatuszków.

Tulipankowa serweteczka

Zanim przyjdzie prawdziwa wiosna, zanim w ogródku zakwitną pierwsze tulipany … 

 serwetka z tulipanami

Serwetkę w żółtej tonacji z motywem sześciu tulipanków otoczonych łańcuszkami, słupkami i pikotkami wykonałam z bawełnianych nici "Maxi". 

żonkile

Żeby tulipanki nie czuły się samotnie – w wazoniku umieściłam wydobyte spod śniegu żonkile.

Kiedy patrzę na serwetkę i bukiecik jakoś lepiej znoszę to co widzę za oknem … niby wiosna, a nie wiosna!!!

Śledź z owocem granatu, czyli jak zwykłego śledzia przerobić w śledzia wykwintnego

Potrawa jest bardzo prosta w wykonaniu, ale efekt zdumiewający. 

Kwiat granatu

Składniki potrawy:

  • 8 płatów matiasów
  • zalewa: 2 szklanki wody + 1 szklanka octu 10%
  • 2 cebule
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego
  • 4 łyżki majonezu
  • 1 owoc granatu
  • 0,5 łyżeczki mielonego białego pieprzu

Wykonanie:

1. Płaty śledziowe zalać zalewą i zostawić na 1 godzinę. Odcedzić, osuszyć papierowym ręcznikiem. Pokroić na kawałki (paseczki 1-2 cm) i ułożyć warstwą na głębszym półmisku.

2. Cebulę pokroić w drobną kosteczkę, sparzyć wrzątkiem; po ok. 2 min. odcedzić na sicie, przelać zimną wodą, odcisnąć, przełożyć do miseczki i wymieszać z cukrem pudrem – rozłożyć równą warstwą na śledziach.

3. Przygotować sos: w miseczce wymieszać jogurt z majonezem, dodać biały pieprz i miąższ (pestki) z owocu granatu. Sosem polać śledzie.

4. Potrawę przykryć folią i odstawić w chłodne miejsce na minimum 12 godzin, ale najlepsza jest po 24 godzinach.

Smacznego

   

Miąższ owocu granatu   

Wielkanocna serwetka

Klimatów wielkanocnych (a może nie tylko) ciąg dalszy ….

Właśnie skończyłam serwetkę, którą chciałam podarować bliskiej osobie, żeby mogła przyozdobić koszyczek z wielkanocną święconką.

Miała to być niespodzianka, ale jak to z niespodziankami bywa – są trafione, albo nie. W moim przypadku – niespodzianka okazała się nietrafiona. Osoba, która miała otrzymać tę serwetkę okazała się bardzo zapobiegliwa i o zrobienie dekoracji do koszyczka poprosiła nianię swojego synka.

No cóż … serwetka pozostanie zatem u mnie. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że jest to już druga serwetka wykonana tym samym wzorem. Różnica między nimi: to kolor i rodzaj nici. Jedna jest biała, druga – ecru. Biała została wykonana z cieniutkiej "Perle" nr 8; ecru – z nici grubszych niewiadomego pochodzenia.  

Kiedy tak przyglądałam się mojej serweteczce – stwierdziłam, że właściwie, to mogę ją wykorzystać na kilka sposobów. Wzór jest uniwersalny (ponadczasowe i ponadokazjonalne ananaski), a kształt pozwala na dowolne jej uformowanie i wykorzystanie według aktualnych potrzeb.

Wariant I – dekoracja wielkanocnego koszyczka

 Wielkanocny koszyczek

Wiklinowy koszyczek wyłożony serwetką, napełniony jajeczkami, przyozdobiony baziami i ptaszkiem -kojarzy się jednoznacznie – mamy święta wielkanocne.

 Wariant II – dekoracja wielkanocnego stołu

Serwetka na Wielkanoc

Serwetka, a na niej ustawiona zielona roślinka z pierzastym kogucikiem i leżącymi obok kolorowymi pisankami tworzy klimat towarzyszący świętom Wielkiej Nocy.

Wariant III – uniwersalna dekoracja

Serwetka uniwersalna

Kiedy Święta miną – serwetka może być estetycznym dodatkiem do bukietu z sezonowych kwiatów.

 

Kobietki, kobiety i pieszczoszki

O kobiecie dzisiaj będzie – kobiecie, która nie tylko historykom znana jest jako Madame de Pompadour.

Madame Pompaddour

Gobelin "Madame de Pompadour"

Gobelin wykonałam wełną na kanwie 40/10 na podstawie obrazu Francois’a Bucher’ta.

"Madame de Pompadour" – portret namalowany w 1756 r. przez Francois Boucher’ta. 

 Kim była i jaka była Marqise de Pompadour powszechnie znana jako Madame de Pompadour?

Zanim przeszła do historii jako faworyta Ludwika XV znana była jako Jeanne Antoinette Poisson, Marquise de Pompadour. Urodziła się 29 grudnia 1721 r. w Paryżu. Pochodziła z bogatej rodziny mieszczańskiej. Jej ojciec pełnił służbę na dworze jako koniuszy księcia Orleanu. Otrzymała bardzo staranne wykształcenie i wychowanie w klasztorze.

W 1741 r. wieku 19 lat poślubiła Karola Wilhelma Le Normant d’Etiolles. Małżeństwo zostało zawarte z rozsądku, ale mimo tego było nad wyraz dobrane i udane, i pewnie byłoby takim nadal, gdyby nie pewien bal maskowy w Wersalu w 1745 r.

Los tak chciał, że na tym balu Madame Le Normant d’Etiolles poznała króla Francji Ludwika XV . Od pierwszego spotkania para zapałała do siebie wielkim i gorącym uczuciem. 

  Markiza de Pompadour-1750            

Madame Le Normant d’Etiolles i Ludwik XV Umiłowany – Z bożej Łaski Arcychrześcijański król Francji i Nawarry zaczęli się potajemnie spotykać. Skandalem dworskim było niskie pochodzenie markizy. W tamtych czasach (a może nie tylko w tamtych) fakt, że dziewczyna była ładna i inteligentna, posiadała staranne wykształcenie i bogactwo był bez znaczenia. Liczyło się tylko pochodzenie: Ona, to mieszczka, z tytułem dziedzicznym markizy, a On – król wywodzący się z zacnej dynastii Burbonów.   

Miłość króla do markizy była gorąca i szczera. Kochał ją za to, że potrafiła osłodzić mu życie i podtrzymywała na duchu w momentach załamania. W apartamentach markizy, w niewielkim, świetnie dobranym gronie król odpoczywał od świata dworskich ceremoniałów i wszechwładnej etykiety. Bywały sytuacje, że On – Ludwik XV – koronowany smakosz, zakładał fartuszek i w arystokratycznym towarzystwie przygotowywał obiad. Ona niestrudzenie wymyślała kolejne niespodzianki, od drobnych codziennych typu – nowy przepis na wyrafinowane danie, czy wiejska wieczerza, do której sama podawała przebrana w strój wieśniaczki, po olśniewające i wymagające wielkiego nakładu starań i kosztów, jak ogromna i cudnie pachnąca oranżeria w pałacu Bellevue, w której nie można było zrywać kwiatów, gdyż są porcelanowe.

Madame Le Normant d’Etiolles w 1759 r.

Wśród królewskich faworyt nie ma postaci szarych i bezbarwnych, a ich wpływ na losy państwa bywa dobry lub zły, lecz zawsze jest przeogromny. Taka również była Madame de Pompadour. Francją rządziła kilkanaście lat, i jak podają źródła, czyniła to z miłości. Słynęła z elegancji i dobrego smaku, a że przy okazji rujnowała skarb królewski – trudno, z kobietami tak to już bywa. 

"Żyjmy hucznie i wesoło, a po nas choćby potop!" – mawiała. 

Była kobietą bezinteresowną, o wrodzonej dobroci, wielkiej kulturze i takcie. To ona w dużym stopniu stworzyła styl. który przeszedł do historii pod nazwą "stylu Ludwika XV".

Była znaną bywalczynią salonów paryskich, gdzie poznała między innymi Wolter’a, Duclos’a i Monteskiusza. Organizowała rauty i bale na dworze królewskim w Wersalu. To nie kto inny, tylko Madame de Pompadour stwierdziła, że: "Szampan, to jedyne wino, po którym kobieta pozostaje piękna".

Zakupiła kilka niewielkich pałacyków, które potem remontowała i przebudowywała, dając tym samym zatrudnienie artystom, którzy wypełniali je dziełami sztuki. Każda z tych rezydencji była kameralnym arcydziełem pozwalającym odpocząć od blichtru Wersalu. Ludwik XV znalazł obok markizy Pompadour to czego szukał – spokój i schronienie. W jej towarzystwie mógł bezpiecznie odpocząć i poczuć się zwykłym człowiekiem. Markiza potrafiła stworzyć atmosferę daleką od intryg i życia dworskiego.

I jak to w życiu bywa nic nie trwa wiecznie. Z czasem nawet najbardziej gorące uczucie wygasa. Tak też i było w przypadku tej pary. Kiedy Madame de Pompadour nie mogła już zadowolić króla przymiotami swojej urody, któraś z dworskich koterii podsunęła królowi nową piękność w nadziei uzyskania tą drogą wpływów.  Nie przeszkadzało to jednak Ludwikowi XV pozostawać z markizą w przyjaźni do końca jej życia. Król często ją odwiedzał i długo rozmawiał.

Portret Markizy Pompadour na kilka miesięcy przed śmiercią

Jak podają źródła życie Madame de Pompaduor nie było usłane różami. Opinia francuska zarzucała jej klęski oręża i dyplomacji francuskiej. Przeciwko niej skierowana była satyra i kąśliwe paszkwile.

Markiza de Pompadour zmarła w 1764 r.w wieku niespełna 43 lat, po przebyciu choroby płuc.

Zabawa blogowa

Do zabawy zaprosiła mnie Hrabina.

Zasady zabawy są następujące:

1. Podać link do bloga osoby, która nas ustrzeliła.

2. Zacytować na swoim blogu zasady zabawy.

3. Wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat.

4. „Strzelić” do następnych 6 osób.

5. Uprzedzić wybrane osoby zamieszczając komentarz na ich blogu.

Ad. 3. Coś śmiesznego nieważnego:

1) Ostatnio kupiłam lodówkę. Po przywiezieniu do domu okazało się, że nie przechodzi przez drzwi do spiżarki – pomieszczenia, w którym jest przygotowane dla niej miejsce; w tym wszystkim chodzi o niecałe 2 cm.

2) Przez długi czas moim znajomym opowiadałam jakie to cudne papugi hoduje nasz znajomy ….., aż niedawno mój kolega leśnik uświadomił mi, że są to bażanty.

3)  Mąż na siłę uszczęśliwił mnie kuchenką mikrofalową; „boję się” tego urządzenia w kuchni, więc od dnia zakupu kuchenka użytkowana jest przez domowników w pokoju gościnnym.

4) Od jakiegoś czasu piję niesłodzone napoje; nieraz po wyjściu gości zastanawiam się, dlaczego zostawili na stole niedopitą kawę lub herbatę. Teraz na drzwiczkach (od wewnątrz) szafki kuchennej, w której trzymam filiżanki mam naklejoną kartkę z napisem „podaj cukier”.

5) Długo nie jadałam gołąbków; nazwa kojarzyła mi się z ptakami, które bardzo lubię; dzisiaj gołąbki, jako potrawę -uwielbiam, a gołąbki, jako ptaki – bardzo, bardzo lubię. 

Dwa białe gołąbki

6) Mam kuchenkę gazowo-elektryczną z programatorem piekarnika. Kiedyś wstawiłam biszkopt, który nie mógł się nie udać, gdyż był bardzo potrzebny do wykonania tortu z okazji urodzin bliskiej mi osoby. Ponieważ nie jestem nowicjuszką w kuchni, zanim wystawiłam ciasto, piekarnik odpowiednio ustawiłam. Wyszłam i kiedy wróciłam po pół godzinie ciasto nawet nie drgnęło w blaszce. Zdenerwowałam się niemiłosiernie i zaczęłam szukać przyczyny w przepisie i wykonaniu; kiedy stwierdziłam, że wszystkie składniki dodane, a proszek do pieczenia, którego opakowanie wygrzebałam w śmieciach, miał dobrą datę ważności, zdecydowałam się otworzyć piekarnik – i tu zaskoczenie: piekarnik był zimny, mimo sygnalizacji, że jest włączony. Co się okazało, ktoś (a może to ja sama) włączył funkcję automatycznego odcięcia prądu; co prawda świeciła się kontrolka „E”, ale wówczas nie zwróciłam na to uwagi. Teraz zawsze sprawdzam, czy „automat” jest wyłączony. A tak na marginesie, to biszkopt w ostateczności się upiekł, no może nie był najwyższej jakości, ale od czego mój „talent” kucharski – tort wyszedł znakomity.

Ad. 4. Właśnie pospacerowałam po znanych mi blogach i zauważyłam, że wszystkie moje blogowe znajmome zostały już „ostrzelane”. Przykro mi, ale z zadania Nr 4 i 5 – mimo szczerych chęci – wywiązać się nie mogę.

Gdyby jednak znalazły się osoby, które chciałyby się pobawić w tę zabawę proszę o podanie adresów swoich blogów w komentarzach. Ja ze swojej strony zapraszam Was serdecznie; czujcie się wskazanymi do zabawy przeze mnie. 

 

Wielkanocny koszyczek z kurczaczkiem

Szydełkowy koszyczek z kurczaczkiem jest moim kolejnym pomysłem na wielkanocną dekorację lub prezencik.

Wielkanocny koszyczek z kurczaczkiem

Koszyczek wykonałam szydełkiem z kordonka, wykąpałam w cukrowym syropie i wysuszyłam na plastikowym jajku. Rączkę po usztywnieniu przykleiłam klejem i ozdobiłam kokardkami z satynowej wstążeczki. 

wielkanocny koszyczek z kurczaczkiem

W koszyczku umieściłam maleńkiego puchatego kurczaczka.

Myślę, że ptaszek czuje się tutaj dobrze, ponieważ koszyczek przypomina mu jajko, które niedawno opuścił.

 

Wiekanocne dekoracje – jajeczka szydełkiem pomalowane

 …. za kilka tygodni Wielkanoc i kolejna okazja do obdarowywania się prezencikami.

W tym roku moi bliscy otrzymają pisanki szydełkiem pomalowane.

wielkanocne jajeczka w strojnych koszulkach

Do wykonania pisanek wykorzystałam plastikowe nakrapiane jajeczka z gotowymi zawieszkami oraz kolorowy kordonek. 

Dwa jajeczka w koszulkach                      

Jak na XXI w. przystało, do wykonania wzorków zastosowałam nowatorską technikę malarską, na którą składają się oczka, półsłupki i słupki. Elegancji całości dodają kokardki, perełki i atłasowe kwiatki. 

Jestem

Zmotywowana przez bliższych i dalszych wracam.

Wszystkim, którzy do mnie napisali – odpowiem. Wszyskim, którzy mnie poprosili o pomoc – pomogę.

Wiosenne kwiatki

Wszystkim, którzy o mnie pamiętali – serdecznie dziekuję. 

Nie wiem dlaczego od jakiegoś czasu towarzyszą mi słowa Oscara Wilde'a:

"Kobiety były zawsze malowniczym zaprzeczeniem zdrowego rozsądku"

Historie z zakamarków pamięci wydobyte – odsłona druga

Kolejna historyjka z kontekstem, podtekstem i tekstem

II odsłona – szkoła średnia

Klasa III liceum, 5-dniowa wycieczka do Warszawy. Opiekunowie wycieczki – wychowawca naszej klasy i jego żona (także nauczycielka w liceum).

Wyjazd z przygodami: po przejechaniu ok. 80 km okazało się, że w autokarze wysiadł hamulec nożny, kierowca zawrócił i z wielkim trudem (posługując się hamulcem ręcznym) dojechał do bazy; najpierw próbowano hamulec naprawić, a kiedy stwierdzono, że to poważniejsza awaria podstawiono inny pojazd. Do Warszawy dojechaliśmy z czterogodzinnym opóźnieniem ok. 2 w nocy.

Noclegi były zarezerwowane na przedmieściach Stolicy w dwóch domkach jedorodzinnych. W jednym ulokowała się większość grupy (w tym nasz klasowy rodzynek) z wychowawcą, w drugim – reszta dziewczyn z żoną wychowawcy.

Zanim ja i koleżanka B. dołączyłyśmy do grupy (na prośbę wychowawcy zostałyśmy w autokarze, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku) koleżanki zdążyły zająć co lepsze miejsca do spania. Nam przypadł pokój czteroosobowy w towarzystwie wychowawcy i kolegi. Nie muszę dodawać jak się wtedy czułyśmy, ale cóż było robić; porozumiałyśmy się z panami, że najpierw do łóżek wchodzimy my (nasze dwa łóżka stały na środku pokoju), a potem oni (ich łóżka stały po bokach). Wyjście odbywało się w odwrotnej kolejności. W tym momencie dodam, że w pokoju było dość chłodno i do spania przebrałyśmy się w grube flanelowe pidżamy.

Uczciwie muszę przyznać, że kilka koleżanek, które zajmowały duży pokój tuż za zasuwanymi drzwiami, widząc nasze miny proponowały nam spanie ze sobą na jednym łóżku, ale my stwierdziłyśmy, że to bez sensu – przynajmniej tej pierwszej nocy, kiedy wszystkie byłyśmy bardzo zmęczone po podróży i sensacjach w trakcie jej trwania.

Nawet nie wiem kiedy zasnęłyśmy. Rano okazało się, że nie było tak strasznie – panowie jak przystało na prawdziwych dżentelmenów – wstali cichutko i kiedy obudziłyśmy się ich już nie było w pokoju, a my mogłyśmy ubierać się bez skrępowania.

Pierwszy dzień wycieczki zapowiadał się wspaniale, humory dopisywały. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Starówki, potem były Łazienki i spacer po parku. W pewnym momencie jak burza podbiegła do mnie i mojej koleżanki B. żona wychowawcy wykrzykując: "Wy …. " – tutaj padło mnóstwo obrażliwych i wulgarnych słów, których – przez szacunek dla czytających – nie przytoczę. Wszystkie te określenia sprowadzały się do jednego – "ladacznice i bezwstydne podrywaczki". 

Możecie sobie wyobrazić co wówczas przeżyłam, jak się czułam, tym bardziej, że sporo osób oglądało tę scenę. Moja reakcja, to bezruch i głośny spazmatyczny płacz. Koleżanki, ktore byly świadkami tego zajścia zaczęły się dopytywać o przyczyny zachowania "pani profesor" .

I co się okazało – otóż dziewczyny, które przebywały pod opieką żony wychowawcy w rozmowie z nią głupio sobie zażartowały w stylu: "I pani profesor się nie boi, że w tym drugim domku pani męża poderwą". "A czy pani profesor wie, że pani mąż śpi w jednym pokoju z (i tu moje imię i imię koleżanki)? "Żeby pani profesor widziała jakie one (ja i koleżanka) mają przezroczyste, kuse koszulki i jak ponętnie w nich paradują po pokoju". Itp, itd. Resztę dopowiedziała wyobraźnia i chorobliwa zazdrość pani profesor.

Do wspólnego z panami pokoju już nie wróciłam. Następne noce przespałam z jedną z koleżanek w jej wąskim łóżku.

A pani profesor?! A pani profesor zostawiła swoją grupę bez opieki i przeniosła się do męża, żeby spać razem z nim podpierając się nogą, gdyż łóżka były wąskie, a pani profesor dość szeroka. 

Opuszczone przez opiekunkę koleżanki z domku obok miały labę, a my podwójny nadzór. Jednym słowem impreza do kitu. Jeszcze długo po zakończeniu wycieczki słyszałam docinki (niby żarty) niektórych nauczycieli w stylu: "M… wychowawcę podrywać ci się zachciało".

Dodam tylko, że pomimo wyjaśnienia całej sytuacji nigdy nie doczekałam się przeprosin, a z przedmiotów (w tym "prawoznawstwa"), których uczyła pani profesor miałam przechlapane do końca szkoły. 

Chciałoby się powiedzieć: Uważaj z kim śpisz dziewczyno!!!

Misio śpi

Ciąg dalszy historyjek nastąpi ….