Jak wiśnie, to „Fale Dunaju”

Dzisiaj zebrałam z drzewa ostatnie wisieńki. Są takie czerwoniutkie i takie słodziutkie.

Jest ich za mało, żeby zabrać się za przetwarzanie, ale w sam raz, żeby upiec z nimi ciasto, które nazywane jest bardzo poetycko "Fale Dunaju".

Odchodząc troszeczkę od tematu. Walc Johana Straussa jr. "Nad pięknym modrym Dunajem" jest moją ulubioną melodią, a zagrany na mandolinie przez pewnego młodzieńca w odpowiednim czasie spowodował, że powiedziałam "tak".

Los zrządził, że kiedyś młodzieniec, a obecnie mężczyzna, gra mi tego walca do dzisiaj. Czasami jest to mandolina, czasami gitara lub skrzypeczki, a czasami – jak to w życiu bywa – moje nerwy.

Wspaniałe wspomnienia, cudowny walc i nie mniej cudowne życie w jego rytmie. 

On gra mi walca, a ja piekę mu słodkości. I tak oto fale Dunaju nas łączą, chociaż nigdy nad modrym Dunajem nie byliśmy.

Ciasto "Fale Dunaju" piekę tylko z wiśniami. Uważam, że te owoce nadają wypiekowi ciekawy wygląd i wyrafinowany smak.

Fale Dunaju  z wiśniami

Składniki na ciasto:

  • 1 kostka margaryny "Palma"
  • 25 dag cukru pudru
  • 30 dag mąki krupczatki
  • 6 jaj
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki mleka
  • 2 płaskie łyżki kakao
  • 2 płaskie łyżki mąki

Wykonanie ciasta:

1. Margarynę i cukier utrzeć; do ucierającej się masy dodawać po jednym żółtku cały czas ucierając.

2. Do puszystej masy dodać mąkę z proszkiem i mleko – dobrze wymieszać.

3. Ubić pianę z białek i delikatnie połączyć z ciastem.

4. Podzielić ciasto na pół; do jednej części dodać przesiane przez sitko kakao, do drugiej części –  2 płaskie łyżki mąki i  delikatnie wymieszać.

Przygotowanie ciasta do pieczenia:

1. Do średniej wielkości prostokątnej blaszki wylać ciasto jasne.

2. Na ciasto jasne wylać delikatnie ciasto ciemne.

3. Ułożyć dosyć gęsto wydrylowane i osączone z soku wiśnie, lekko wcisnąć w ciasto.

4. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec w temperaturze 160 – 180oC przez ok. 50 min. (spróbować patyczkiem, czy ciasto się upiekło).

K R E M:

Składniki:

  • 1 opakowanie kremu "Karpatka – 3 minuty" firmy Gellwe
  • 400 ml zimnego mleka

Wykonanie kremu:

1. Do zimnego mleka wsypać zawartość opakowania i miksować ok. 3 min.

2. Gotowy krem wyłożyć na zimne ciasto i posypać startą na tarce gorzką czekoladą.

Ciasto jest proste w wykonaniu, bardzo smaczne i ładne w wyglądzie.

Do ciasta, zamiast świeżych owoców, można użyć wypestkowanych wiśni mrożonych lub wydrylowanych wiśni z kompotu (wtedy ciasto będzie słodsze).

Życzę smacznego!!!

Zbawienny deszcz

„Natura deszczu jest zawsze taka sama – pozwala rosnąć cieniom na bagnach i kwiatom w ogrodach …”

Cienie na bagnach pozostawiam bagnom, ale kwiaty w ogrodach …

Na kwiaty w ogrodach – w przenośni i w rzeczywistości mam wpływ. Kilka kwiatów „z przenośni” już zaprezentowałam, dzisiaj kolej na kwiatki z mojego rzeczywistego ogrodu.  

Cieszę się, że mimo długotrwałej tegorocznej suszy udało mi się moje ogrodowe roślinki zachować w dość dobrej kondycji.

Moje pelargonie

Jestem z nich bardzo dumna, gdyż sama od poczatku je wyhodowałam. Najpierw sadzonki, które ukorzeniłam w domu pod foliowymi torebkami, potem nasadzenia w dniczkach i dbanie o ich właściwe nawodnienie i odżywianie. Te cudne kwiaty potrafią się odwdzięczyć za trud włożony w ich pielęgnację.

Pelargonie potrafią być wdzięczne za właściwą opiekę

Przed południowym tarasem mojego domu założyłam długą na 6 metrów i szeroką na 1,5 metra rabatkę. Przy tworzeniu jej starałam się wykorzystać naturalne kolory krzewów, bylin i roślin jednorocznych. Zależało mi na takim doborze i rozmieszczeniu sadzonek, żeby w końcowym efekcie grządka sprawiała wrażenie bardzo naturalnej kompozycji. 

 

Całość rabatki otacza bukszpanowy żywopłocik. Inspiracją do tej formy wykończenia były wizyty w dawnych ogrodach. Pierwsze sadzonki bukszpanu przywiozłam z ogrodu wilanowskiego. Bukszpan ukorzeniam sama na specjalnie do tego celu przeznaczonym rozsadniku. Co roku staram się uzyskać kilkanaście sadzonek, i co roku powiększam mój żywopłocik o kolejne krzaczki. Bukszpan jest krzewem, który świetnie wyglada przez cały rok, daje się formować i lubi, kiedy przycina się mu czubeczki. 

Rabatka otoczona żywopłocikiem z bukszpanu

Nad zejściem z tarasu znajduje się pergola, która jest jednocześnie podporą dla pnących róż i wiciokrzewów.

Róże na pergoli

Od północnej strony, przed wejściem do domu, znajduje się placyk, który obsadziłam zielonymi i złotymi tujkami. Jest to doskonała osłona dla miejsca naszego wypoczynku od dość ruchliwej osiedlowej drogi. 

Tuje w swoim naturalnym kształcie i kolorze

Obok oczka wodnego z fontanną rośnie wierzba i kilka „Szmaragdów”, które w przyszłości stanowić będą zieloną ścianę na granicy z sąsiadem. Jest to kontynuacja tworzenia przytulnego miejsca wypoczynku.

Oczko i niedawno posadzone tuje „Szmaragdy”

To są tylko fragmenty mojego przydomowego ogródka. Dużo zostało już zrobione, ale równie dużo pozostaje jeszcze do wykonania. Co jakiś czas wpadają mi do głowy pomysły, ktore staram się powoli realizować. Ogólny zarys ogrodu, z którym miałam największy problem, jest już ustalony, w tej chwili wprowadzam jedynie poprawki poprzez dodawanie lub odejmowanie pojedyńczych roślinek lub krzewów. Cały czas staram się, żeby wokół mojego domu stworzyć przytulne i w miarę możliwości naturalne otoczenie. Uważam, że natura jest najlepszym architektem, a człowiek powinien jej jedynie czasami pomóc.

Porzeczkowa galaretka wypróbowana i naprawdę pyszna

Sezon porzeczkowy zakończony i czas robienia przetworów z tychże owoców już minął. Nie znaczy to jednak, że nie mogę się z Wami podzielić sprawdzonym przeze mnie przepisem na przepyszną i bardzo szybką w wykonaniu galaretkę.

Galaretka z czerwonych porzeczek w 3 minuty

Składniki:

  • całe grona porzeczek (razem z łodyżkami)
  • cukier

Wykonanie:

  1. Całe grona porzeczek dokładnie myjemy i kilkakrotnie płuczemy; pozostawiamy na cedzaku przez przynajmniej 2 godziny.
  2. Wkładamy je partiami do sokowirówki.
  3. Uzyskany sok przemierzamy i bierzemy na 4 szklanki soku 75 dag cukru.
  4. Mieszamy i wstawiamy na silny ogień w płaskim rondlu (najlepiej emaliowanym bez odprysków).
  5. Od momentu zawrzenia gotujemy 3 minuty.
  6. Gorącą galaretkę rozlewamy do wyparzonych i wysuszonych niewielkich słoików i zamykamy pokrywkami. Po wystygnięciu galaretka skrzepnie.

Galaretkę używamy do dekoracji deserów, jako dodatek do herbaty czy ciasta.

Portrecik ukończony

Nareszcie ukończyłam portrecik Juleńki.

Julka z bukietem białych piwonii

Portrecik umieszczę w owalnym zielonym passe-partout i oprawię w delikatną rameczkę ze złotą otoczką od wewnątrz.  Mam nadzieję, że oprawa poprawi to, co zepsułam swoim eksperymentem z kanwą, muliną i schematem.

Teraz, kiedy patrzę na robótkę, to stwierdzam, że od samego początku jakość obrazka stała pod wielkim znakiem zapytania. 

Najpierw musiałam namówić Julkę, żeby zechciała mi pozować. W trakcie przekonywania musiałam odpowiedzieć na mnóstwo pytań zaczynających się od słów "A dlaczego?" Przyznam, że najtrudniej było mi odpowiedzieć na pytanie: "A dlaczego będziesz moją buzię szyła nitką i igłą? Przecież możesz mnie pokaleczyć!"

Potem – po raz pierwszy w życiu – samodzielnie stworzyłam schemat graficzny obrazka. Ze względów technicznych schemat wydrukowałam w wersji czarno-białej (nie dorobiłam się jeszcze nowej drukarki kolorowej, a stara się popsuła). Kiedy chciałam schemat wydrukować w kolorze okazało się, że komputer, do którego podłączona była kolorowa drukarka, nie może odczytać pliku ze wzgledu na specyficzny rodzaj rozszerzenia. Zależało mi na czasie więc zdecydowałam, że poprzestanę na wzorze, który już mam.  

Kolejny mój krok, to wizyta w sklepie. Tutaj bardzo miła pani poinformowała mnie, że kanwy do haftu muliną aktualnie nie posiada. Dobrze, że chociaż nici dostałam.

Cóż było robić? Czas naglił, imieniny Julii tuż, tuż. Zdana zostałam sama na siebie. Przeszukałam moje pudła i znalazłam kanwę, tyle tylko, że przeznaczoną do gobelinów wyszywanych wełną. Pomyślałam – spróbuję, ale od początku czułam, że to nie jest to, o co mi chodzi. Chciałam żeby portrecik miał delikatną i lekko błyszczącą fakturę więc do haftu użyłam rozdzielonej na pół muliny. 

Był lipiec, żar lał się z nieba, a ja uparcie wyszywałam krzyżyczek po krzyżyczku wypełniając okienka kanwy. Robótka szła mi powoli; musiałam w wielkim skupieniu odczytywać znaki graficzne, gdyż każda pomyłka wiązała się z pruciem. Przyznaję, że był moment, kiedy więcej krzyżyczków sprułam, niż wyszyłam.

Wreszcie, kilka dni temu, obrazek skończyłam. Odetchnęłam z ulgą, ale jednocześnie jestem bardzo niezadowolona z mojego dzieła. Haft jest rzadki, prześwituje tło i widać prawie każdy krzyżyczek z osobna.  

Na szczęście mam taką naturę, że porażki działają na mnie motywująco. Przygotowałam już następny schemat. Będzie to portret Juleńki w czerwonej sukieneczce z jej ulubionym Pony w rączce. Tym razem dobiorę odpowiednią kanwę i wyhaftuję obrazek półkrzyżykiem nierozdzieloną nitką muliny. Z doświadczenia wiem, że zastosowanie tej techniki pozwoli na prawidłowe nasycenie kolorystyczne poszczegolnych detali obrazu. 

Mam nadzieję, że drugi portrecik będzie bardziej udany, wszak na błędach się człowiek uczy. 

Ananasowo

Ananas na wierzbie? A czemu nie?!

To chyba przez ten upał wszystko w przyrodzie się pomieszało. Chociaż, jeżeli spojrzeć na to z innej strony, to nie ma co się dziwić. Skoro w Kórniku na wierzbie mogą rosnąć gruszki, to u mnie mógł pojawić się ananas. Żadana rewelacja! Wyrósł sobie i już!

Dorodny, apetyczny, z "czupurem" – tylko jeść!

Najprościej byłoby ananaska skonsumować bez przetwarzania, ale jak obdzielić nim siedem osób? Wpadłam na pomysł – zrobię sałatkę. 

Sałatka ananasowo-selerowa

Składniki:

  • 1 słoiczek selera sałatkowego w zalewie
  • 1 por (biała część)
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 mała puszka ananasa w lekkim syropie – dzisiaj daję 1 szt. ananasa surowego
  • 25 dag szynki gotowanej wędzonej (lub innej wędliny lekko podwędzanej)
  • 1 szklanka makaronu gwiazdki (lub innego drobnego)
  • majonez, sól, pieprz, sok z cytryny

Przygotowanie:

1. Makaron ugotować w lekko osolonej wodzie "na ząb", odcedzić, przelać wodą i wystudzić.

2. Por opłukać, pokroić w półplasterki; włożyć do osobnej miseczki i lekko skropić sokiem z 1/2 cytryny.

2. Seler wyłożyć na sito, przelać wodą i odcisnąć, włożyć do miski.

3. Ananasa pokroić w kosteczkę i wrzucić do miski; jeżeli używamy ananasa z puszki, to plastry należy rozdrobnić i odcisnąć z soku.

4. Szynkę pokroić w plastry, a następnie w paseczki (wielkość zapałek), włożyć do miski.

5. Do miski dodać ostudzony makaron i odcisnięty por.

6. Wymieszać składniki, posolić, doprawić pieprzem; dodać 3-4 łyżki majonezu (ilość zależy od upodobania).  Sałatkę odstawić do "przegryzienia się składników" na kilka godzin.

Życzę smacznego!

W taki upał – tylko wspomnienia

Upał niemiłosierny. Wszystko za co się wezmę idzie jak po przysłowiowej "grudzie". 

Dwa tygodnie temu postanowiłam wyhaftować portret mojej ukochanej Juleńki na podstawie zdjęcia, które sama wykonałam. Gotowy gobelin zamierzam podarować Jej jako prezent imieninowy.

Zakupiłam więc stosowny program, który zdjęcie przetworzył na schemat  graficzny. Schemat ten ze względów technicznych (brak kolorowej drukarki) wydrukowałam w wersji czarno-białej. Wzięłam kanwę, mulinę, igłę, lupę i zaczęłam haftować.

I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten upał. Trudno jest się skupić i może dlatego znaki graficzne na schemacie się "motają".

Haftuję i pruję, a właściwie, to więcej pruję, niż haftuję. W normalnej sytuacji portrecik byłby gotowy po tygodniu, ale w tych ekstremalnych warunkach, jestem dopiero w połowie. Jak tak dalej pójdzie, to moja wakacyjna robótka przeciągnie się na "powakacje", a z okazji imienin Julia dostanie inny prezent. 

  

Ala moje prucie zobrazowała giftem, Joasia domaga się nowości na blogu.  Czym ja mam się pochwalić?

Dobrze, że w moim pudle mam kilka gotowców na wszelką ewentualność. 

 

Gobelinek wyhaftowałam na podstawie obrazu "Dziewczynka z gołąbkiem" Danuty Muszyńskiej-Zamorskiej

Danuta Muszyńska-Zamorska jest współczesną polską malarką mieszkającą i tworzącą w Łodzi. Oprócz malarstwa Pani Danuta uprawia rysunek, projektuje witraże i pocztówki. Ulubionym motywem w jej twórczości jest dziecko, macierzyństwo i portret.

Obraz "Dziewczynka z gołąbkiem" zrealizowany w formie gobelinu stanowił dar od narodu polskiego dla papieża Jana Pawła II w czasie jego pierwszej wizyty w Polsce.

Prace artystki znajdują się w zbiorach wielu muzeów, w urzędach miast, a także w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą. 

Moja pizza

Na pytanie: Co przygotować na obiad, moja rodzina jednym głosem krzyknęła: PIZZĘ!

Pizzę?! Zawsze niechętnie zabierałam się za ten włoski specjał (choć niektórzy twierdzą, że potrawa pochodzi z Hiszpanii), ze względu na to, że ciasto wychodziło mi nie takie jakbym chciała. Najczęściej był to "gniot", czyli coś co mnie tak do końca nie satysfakcjonowało. Moi najbliżsi nigdy nie narzekali, no może raz, kiedy pizza mi się zbyt "mocno przypiekła". Rodzina ujęła to delikatnie, ja natomiast samokrytycznie powiem: Ta pizza po prostu była spalona!

Od kilku dni mam urlop, w związku z tym, wykorzystując wolny czas, postanowiłam, że muszę coś zrobić, żeby moje ciasto było przynajmniej w 50% tak dobre, jak dobre jest w niektórych pizzeriach.  

Wyjęłam segregator z przepisami i zaczęłam wertować. Okazuje się, że przepisów na ciasto do pizzy mam sporo; kilka z internetu, ale większość od znajmomych. Niby dobre i sprawdzone. Wiekszość z tych przepisów już wypróbowałam, ale jakoś nie mogłam trafić na taki, który by mnie do końca zadawalał.

Postanowiłam opracować własny przepis na ciasto. Podpierając się teorią w sprawie ciasta drożdżowego, biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia własne i osób, które twierdzą, że ich receptury na pizzę są fantastyczne zabrałam się do pracy.

Po paru godzinach studiowania i godzinie przygotowywania nareszcie mogę powiedzieć: Mam swój przepis na wspaniałą pizzę!

Przepis wypróbowałam dzisiaj na ośmiu osobach. Pizza została skonsumowana w oka mgnieniu; wszyscy byli zachwyceni smakiem i jakością. Mówię "wszyscy", tzn., że ja także!

Ilość składników, które podaję wystarcza na dwie blaszki (bo tyle dzisiaj piekłam) z piekarnika.

Dzisiejsza pizza była "nafaszerowana" pieczarkami, cebulą, świeżą papryką i świeżymi pomidorami.

Moja pizza

Ciasto:

  • 5 szklanek mąki krupczatki
  • 10 dag świeżych drożdży
  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • 2,5 – 3 szklanki ciepłej wody (ilość wody zależy od suchości mąki)
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 3/4 łyżeczki cukru

Wykonanie ciasta:

1. Mąkę przesiać do miski, dodać oliwę, rozkruszone drożdże, ciepłą wodę, sól i cukier.

2. Wyrabiać ciasto ok. 10 minut, czyli tak długo, aż będzie odstawało od dłoni i miski. Ciasto powinno być gładkie, nie za miękkie i nie za twarde.

3. Uformować kulę i "pobawić się nią", rzucajac z pewnej wysokości do miski ok. 10 razy. W ten sposób poprawiamy strukturę ciasta.

4. Blaszkę z kuchenki posypać mąką, wyłożyć połowę ciasta, rozciągnąć na całą formę. Zostawić niech sobie kilka minut rośnie.

5. Włączyć piekarnik i nagrzać, gdy osiągnie temperaturę ok. 200 o C ciasto posmarować sosem i nałożyć farsz. Pizzę pieczemy w temperaturze 250oC. Mój piekarnik ma specjalny program do pieczenia pizzy, więc pokrętło ustawiłam od razu na tym programie, a temperaturę "max".

Sos do posmarowania ciasta:

  • 1 słoiczek koncentratu pomidorowego (200 gram)
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 3/4 łyżeczki suszonego oregano
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 1 łyżeczka cukru
  • 3/4 łyżeczki soli

Wykonanie sosu:

1. Wyłożyć koncentrat do miseczki, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i pozostałe składniki, spróbować; mnie ta ilość przypraw wystarczyła, ale jeżeli ktoś woli inny smak, to należy doprawić indywidualnie.

Farsz pieczarkowy (przygotować wcześniej, na ciasto wykładać wystudzony):

  • 1 kg pieczarek
  • 5-6 cebul średnich
  • 1 świeża czerwona papryka
  • 6 świeżych pomidorów
  • 2 kosteczki papryki słodkiej
  • 2 kosteczki bazylii
  • do smaku: sól, cukier, suszona bazylia i oregano,
  • pieprz (od jakiegoś czasu w mojej kuchni używam tzw. "pieprzu kolorowego")
  • olej do smażenia

Przygotowanie farszu:

1. Pieczarki umyć, oczyścić i pokroić w talarki.

2. Rozgrzać olej, wrzucić pieczarki, posolić i obsmażyć; sok musi wyparować; dodać rozkruszone kosteczki papryki i pieprz, wymieszać.

3. Obrać cebulę, pokroić w półplasterki. Umyć paprykę, oczyścić i pokroić na nieduże kawałki. Na drugiej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulę, dodać sól i cukier do smaku i lekko podsmażyć; dodać świeżą paprykę i jeszcze troszeczkę przesmażyć; warzywa powinny być lekko twardawe; dodać rozkruszone kosteczki bazylii, suszoną bazylię i oregano, doprawić pieprzem i ewentualnie solą. Przełożyć do usmażonych pieczarek, wymieszać.

4. Pomodory sparzyć, ściągnąć skórkę, przekroić na pół (w poprzek) i wyjąć nasiona łyżeczką; miąższ pokroić w kosteczkę, przełożyć do miseczki.

Wykonanie pizzy:

1. Ciasto, które znajduje się już na blaszce posmarować połową sosu; wyłożyć połowę farszu i połowę pokrojonych w kosteczkę pomidorów, posypać suszonym oregano (lub świeżym, jeżeli ktoś takowe posiada).

2. Na tarce zetrzeć ser żółty ok. 25 dag (najlepsza jest "pizzarella") i posypać nim farsz.

3. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 10-15 minut.

4. Po upieczeniu wyjąć i pokroić.  Z blaszki wychodzą 4 porządne porcje pizzy.

Moja pizza jest naprawdę pyszna.

Polecam i życzę smacznego!

Mistrzostwo pod każdym względem

W momencie powstawania bloga postanowiłam, że będę na nim pokazywała tylko te robótki, które sama wykonam. Dzisiaj łamię tę zasadę po raz pierwszy (i nie mówię, że ostatni). 

Kolorowy centrymetr Madzi

Tę haftowaną miarkę Madzia wykonała na lnie, podwójną nitką muliny, misternymi krzyżyczkami ujmując po dwie nitki wątku i osnowy płótna.

Kiedy zobaczyłam robótkę zaniemówiłam z wrażenia. To jest po prostu CUDO!

Odkąd pamiętam, Madzia zawsze mnie pozytywnie zaskakiwała.

Jako mały bobasek potrafiła np. nabrać wodę do buzi i nie przełykając jej chodzić przez kilka godzin. Wygladała rozkosznie z wydętymi, jak balonik policzkami. W jakim celu to robiła, nie chce zdradzić do dzisiaj. A może już wtedy, w wieku dwóch, trzech lat chciała zwrócić uwagę na swoją indywidualność? Może z wodę w buzi, żeby za dużo nie mówić i nie zapeszyć, układała plan swojego życia?

Kiedy nadszedł wiek szkolny Madzia wybrała prywatną szkołę podstawową, a po jaj ukończeniu z wyróżnieniem – liceum ogólnokształcące prowadzone przez siostry zakonne. Na moje pytanie: "Dlaczego akurat "Urszulanki"? – odpowiadała: "Lubię wyzwania. Nie lubię rzeczy łatwych, gdyż łatwo zdobyte rzeczy nie są nic warte". 

Po zdaniu matury i uzyskaniu świadectwa dojrzałości z najwyższymi ocenami Magdalena zaczęła studiować weterynarię. Kolejne wyzwanie w jej życiu, któremu sprostała wzorowo. Weterynarię ukończyła jako jedna z najlepszych studentek tego kierunku.

Teraz Magda realizuje się zawodowo. Mimo swojego bardzo młodego wieku jest już oficerem naszego wojska.

Magda, to wspaniała dziewczyna z cudowną duszą. Kocha ludzi i zwierzęta. Uwielbia szyć, malować i haftować. Stworzone przez Nią dzieła, to mistrzostwo pod każdym względem. 

Madziu! To zaszczyt być Twoją ciocią. Jestem bardzo, ale to bardzo z Ciebie dumna. Podziwiam Cię za Twój upór, konsekwencję i umiejętność realizacji wytyczonych celów. Cenię Ciebie za Twoją pracowitość, dokładność i skrupulatność, za Twoje mistrzostwo! 

Zastanawiam się, czym Ty dziewczyno jeszcze mnie zaskoczysz?! Bo, że zaskoczysz, nie mam najmniejszej wątpliwości!

Po kąpieli

Dzisiaj znowu upał. Susza coraz większa. Obniża się poziom wód i w związku z tym, władze administracyjne mojej gminy wprowadziły zakaz używania wody do podlewania ogródków.

Ja, jako zdyscyplinowana i rozumiejąca problem mieszkanka gminnej wsi, poszłam jeszcze dalej. Zdecydowałam, że w celu oszczędzania wody, po chłodny prysznic, będę udawała się nad morze.  

Spakowałam się więc i wyruszyłam nad nasz Bałtyk.

Na miejscu, już po kąpieli, okazało się, że z pośpiechu zapomniałam zabrać ręczniczek.   

Ciałko słoneczko osuszy, ale co ze stopkami, które są w piasku?

Ela proponuje, żebym piasek z moich nóżek wytrzepała właśnie w ten sposób.

Dziękuję Ci Elu!

Skąd wiedziałaś, że ze mnie taka zapominalska?

Przyjemnie jest poczytać kiedy chłodek za oknem

"Nareszcie wraca wszystko do normalności" – tak powiedział mój znajomy Jasieczek, rolnik z krwi i kości.

Blogowi zaklinacze, zamawiacze, namawiacze i wywoływacze zaczęli działać skutecznie. Upał zniknął, a za oknem pojawił się upragniony chłodek. Uf, jak cudownie!

Co zrobić z czasem?

Proponuję, wzorem "Czytającej", sięgnąć po dobrą książkę. 

Gobelin "Czytająca" wyszyłam na podstawie obrazu Fragonard’a.

"Młoda dziewczyna czyta książkę" – Jean-Honore Fragonard

Jean-Honore Fragonard (1732-1806), to francuski malarz rokokowy.

Fragonard był synem kupca. W wieku 13 lat oddany został na naukę do kancelarii notarialnej, lecz zamiast się uczyć czas spędzał na rysowaniu. Pryncypał notariusz, to zauważył i namówił rodziców Jeana-Honore, żeby ci umieścili swojego syna w pracowni malarskiej.

Przez sześć miesięcy młody Jean-Honore studiował rzemiosło malarskie u Chardina, a następnie u Bouchera. Musiał być zdolnym uczniem, gdyż mając 20 lat zdobył nagrodę Prix de Rome. Kolejne trzy lata młodzieniec spędził w Paryżu w pracowni Carle van Loo.

W latach 1756-1761 wyjechał do Włoch. Tam tworzył będąc pod silnym wpływem prac Tiepolo. W roku 1793 został członkiem Commune des Arts, a na początku roku 1794 konserwatorem powstającego muzeum Luwru.

Wśród jego lekkich, często zabarwionych erotyzmem prac znajduje się "Huśtawka".

I nie ma co się dziwić, że erotyzm wkradał się do prac Fragonard’a, wszak jednym z protektorów malarza była sama madame de Pompadour.

Niezwykle obfita twórczość artysty zakończyła się wraz z wybuchem rewolucji francuskiej.

W ostatnich piętnastu latach swojego życia, dzielonych pomiedzy Grasse i Paryż, mimo przyjaźni z David’em, zaprzestał malować.

Ponad pięćset obrazów i tysiące rysunków Fragonard’a odsłaniają jego bogatą osobowość, a skłonność do fantazjowania, jak np. w dziele "Fontaine d’Amour" wyprzedził ducha romantyzmu.

Autorefleksje:

 

 

Obraz Fragonard’a ma wymiary 82×65 cm i znajduje się w National Gallery of Art. w Waszyngtonie, DC, USA. Namalowany został pędzlem z wykorzystaniem farb olejnych ok. 1776 roku.

Moja "Czytająca", to gobelin o wymiarach 40×50 cm i wisi na ścianie pokoju z kominkiem w wiejskiej chacie. Namalowany został igłą z wykorzystaniem bawełny gobelinowej ok. 2005 roku.

Różnice duże. ale czy, aż tak znaczne?

Obraz Fragonard’a cieszy oczy kustosza waszyngtońskiego muzeum i osób zwiedzających.

Natomiast mój gobelin, dodaje uroku ścianom wiejskiego domu, sprzyja przytulności pomieszczenia, w którym codziennie przebywamy i wywołuje zachwyt u odwiedzających mnie gości!