Wszysko co dobre szybko się kończy – to tak a’propos urlopu. W tym roku nigdzie nie wyjeżdżałam (okolicznych nadmorskich miejscowości nie liczę). Przez trzy tygodnie wypoczywałam (czyt. – leniuchowałam) w domu – taki był mój plan, który w 100% zrealizowałam:))

Przebywając na urlopie troszeczkę haftowałam, szyłam, skrapowałam i biżuterię wyrabiałam. To była taka urlopowa terapia barwami.
********************
Kocham lawendę, jej cudowne drobniutkie kwiatki i wspaniały zapach.

Sposobem na zatrzymanie na dłużej lawendowego zapachu mogą być saszetki z zasuszonym kwiatem.


Tę lawendową saszetkę dołączyłam do życzeń dla nowożeńców. Serduszko poleciało z Madzią i Piotrem do Anglii.
Kolejne trzy serduszkowe saszetki podarowałam mojej najdroższej sąsiadeczce Ani z okazji imienin.




Saszetki uszyłam z jasnobeżowej rzadkiej kanwy, wypełniłam zasuszonymi lawendowymi kwiatkami i ozdobiłam szydełkowym serduszkiem oraz kwiatkiem z drewnianym koralikiem.
Nie są to jedyne saszetki jakie ostatnio wykonałam, ale o tym w kolejnych wpisach.
*******************
odpowiada:
Wielkie dzięki za to, że jesteście, że do mnie zaglądacie (nawet wtedy kiedy nic nowego się na blogu nie pojawia), że komentujecie. Jesteście cudowne i takie kochane!!!